Category: Ogród

Wielkie Żarcie

Dziś będzie o naszym ogrodzie. Jest to temat mocno przeze mnie zaniedbany (opisowo) albo w najlepszym razie traktowany po macoszemu i utykany gdzieś na końcu wpisów. Tak więc pora to nadrobić. Bowiem, odkąd zaczęło u nas działać nawadnianie i w każdy bezdeszczowy dzień jest pod rośliny co wieczór pompowane aktualnie 1,8m3 wody, wszystko zaczęło nam wreszcie rosnąć. No… prawie wszystko. I o tym właśnie dziś chciałbym napisać, a na zachętę – zdjęcie dość nietypowego pajączka cyknięte w naszym ogródku:

Czytaj dalej

email

I jeszcze raz roleta…

Gdy wczoraj w ostatnim wpisie na temat rolety pisałem słowa „jeśli z jakichkolwiek powodów będę jeszcze tą roletę demontował (bo np. po dwóch dniach używania się rozsypie), wymienię te elementy na dłuższe, projekt już poprawiłem” tak sobie nawet myślałem, że robię co mogę by zapeszyć. Ale stwierdziłem wtedy, że niech się dzieje wola Nieba, czy kto tam decyduje w sprawach technicznych, co ma być to będzie, jeśli projekt jest zły, to się spsuje, a jeśli zły nie jest, to będzie dobrze.

Czytaj dalej

Roleta!

Dziś miał miejsce Wielki Dzień! Roleta po raz pierwszy podniosła się sama, bez przypominania komukolwiek, dopytywania się, czy podnieśli, narzekania, że znów się zacięło i nie chce opaść i tym podobnych. Roleta z cichutkim warkotem uniosła się sama, równo o wschodzie słońca, o godzinie 4:24 co można zauważyć na poniższym obrazku pokazującym „przycisk” rolety w Domoticzu wraz z datą i godziną jego ostatniej aktywności:

Domoticz_-_Google_Chrome_2017-05-29_09-40-38

Czytaj dalej

Bliżej natury

Tak nas jakoś wzięło ostatnio z małżonką na naturyzm. Ale nie, spokojnie, naturyzm w naszym wykonaniu nie polega bynajmniej na wyleganiu się małżeństwa w wieku…. powiedzmy, średniawym na podwórku w niekompletnym odzieniu, nasz naturyzm jest bardziej adekwatny do realiów. A realia u nas – leśne takie raczej. Dom położony w lesie, widok z okien na las, za ogrodzeniem las dalej się ciągnie, to i aż się chce czasem do tego lasu wychodzić. No bo wiadomo, las to las, jest gdzie pobiegać, jest gdzie pokrzyczeć, śmieci wywalić, ognisko jakieś – no jak to w lesie, wiadomo, potrzeby są liczne 😉

Czytaj dalej

Wojny Kunickie – Next Generation.

Kun brak, za to pojawił się nowy, trochę groźniejszy przeciwnik, niestety wygląda na to, że kuny zdobyły sojusznika. Ale cóż, na broń pancerną też się znajdzie sposób….

 

Czytaj dalej

Pourlopowo

Uprzejmie informuje się, że wbrew krążącym podejrzeniom nie zostałem aresztowany w wyniku niedawnego wpisu n/t mojej subiektywnej historii telekomunikacji, przydługa przerwa w prowadzeniu strony nie jest również spowodowana przez owych kolegów, których nie znam, wspominanych tamże. Sprawa jest prosta: urlop miałem. Urlop był wypoczynkowy, więc oczywiście rano (rano! Hejnał w radiu naprawdę nie jest wyznacznikiem pór dnia!) brałem się za robotę, a wieczorem padałem na twarz i nie w głowie mi była pisanina. Do historii telekomunikacji jeszcze wrócę, póki co zaś małe podsumowanie zmian wokół Domu w Lesie.

Czytaj dalej

Drukarka 3D – sezon 1, odcinek 1

Po zapowiedzi z ostatniego wpisu (który, tym samym, należałoby traktować jako pilot serialu), czas na konkrety 🙂

Przez pierwszy tydzień wakacji byłem wraz z rodziną na krótkim urlopowym wyjeździe, po powrocie zaś już czekały na mnie pierwsze paczki:
Obudowa, wycięta z 10mm MDFu na frezarce CNC:

gotowa głowica „drukarska”, w nomenklaturze drukarkowo-3D’owej zwana „hot endem”:

Czytaj dalej

Cydr i nie tylko.

Miało w następnym wpisie być dużo ciekawych rzeczy, miało być o rakietach, niestety trochę się to rozmyło za sprawą mojej pracy. Ogólnie bardzo ją sobie chwalę, jak już kiedyś pisałem, zasadniczym moim obowiązkiem służbowym jest bycie w gotowości i przynajmniej, dopóki z tego bycia w gotowości nic nie wynika, mam czas by w godzinach pracy robić różne rzeczy, niepomiernie zdumiewające osoby, które w pracy zwykle mają problem z dopiciem do końca kawy zrobionej rankiem. Ale, niestety, coś za coś, nie na samym przeglądaniu internetów mi praca upływa, bywa że z owego bycia w gotowości wynika coś więcej. I wtedy nie ma przeproś, rzuca się np. sobotnie zakupy, rzuca się inne zajęcia i spędza się sobotę nad takimi oto widoczkami:

Tenże konkretny widoczek jest wbrew pozorom bardzo egzotyczny, przedstawia pewne położone tuż nad wybrzeżem Morza Śródziemnego tunezyjskie miasteczko. Na obrazku widzimy zaś, proszę wycieczki, absolutną niemożność pogadania sobie przez telefon przez mieszkańców tegoż miasteczka. Osoby choć odrobinkę zorientowane w tematyce IT są w stanie nawet wypatrzeć na tym screenie przyczynę wspomnianej niemożności 🙂

Czytaj dalej

Zagadki ogrodnicze

Zagadka1:

Jeśli działkę o wymiarach 33x36m zalejemy wodą w ilości 130000m3 (tak, stu trzydziestu tysięcy metrów sześciennych) , to posiadłość nasza stanie się tym samym najgłębszym jeziorem w Polsce, czy nie?
Pytam, bo wg konfigurowanego od wczoraj licznika zużycia wody do nawadniania, tyle właśnie wody zostało zużyte podczas wieczornej sesji podlewania. I kurczę, sam nie wiem, kupić akwalung, czy podzielnik impulsów w skrypcie delikatnie podregulować? 🙂 Czytaj dalej

O’Boże

Czytaci, a zwłaszcza czytaci znający Świat Dysku Pratchetta zapewne skojarzą tytuł niniejszego wpisu. Nieczytatym już wyjaśniam, że O’Bóg to bóstwo samoistnie stworzone w odpowiedzi na liczne modły wiernych, połączone sytuacją (ciężki kac) i wymawianymi wtedy najczęściej słowami modlitwy: „o Boże!”. (…tak, wiem. Ale proszę pamiętać, że Pratchett był Brytyjczykiem, nie Polakiem). Bóg kaca w swej personifikacji cierpiał na wszystkie efekty uboczne kaca razem wzięte i za największego swego wroga uważał boga imprez i pijaństwa, który z kolei cieszył się wszystkimi pozytywnymi stronami wymienionych.

Nie, tym przydługim wstępem nie chcę zasugerować, że długi weekend spędziłem strasząc ceramikę łazienkową, a wcześniej bawiąc się do oporu. Chodzi mi bardziej o to, że przez ostatnie w sumie dwa tygodnie też chyba jakieś bóstwo stworzyłem. Tylko takie bardziej polskie bóstwo, mam wrażenie. Moje bóstwo z całą pewnością ma w swej opiece brukarstwo, ortopedię, niepogodę i Nową Zelandię. A i jeszcze jedną panią katechetkę, ale to już mniejsza. (O Nową Zelandię też mniejsza, tyle napiszę, że 2 maja pracując z domu musiałem się tam do nich dostać i zajęło mi to duuuuuuuóóóóuuużo czasu, dużo więcej, niż liczyłem).

Czytaj dalej

Page 1 of 212»

Archiwum

  • 2017 (19)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0111763
Visit Today : 16
Hits Today : 46
Total Hits : 410398
Who's Online : 1
Przejdź do paska narzędzi