Articles from: Grudzień 2015

Świat schodzi na psy.

Nasze starsze dziecię dostało w tym roku od Mikołaja zestaw „Mały Chemik”. Prezent fabrycznie zafoliowany, oceniając po zdjęciu na pudełku wydawał się być całkiem fajny. Mały zestaw, dla młodszego chemika, powiedzmy,  że nie spodziewałem się po nim cudów, ale i miałem nadzieję, że wpisze się choć trochę w rodzinne tradycje i będzie godnie kontynuował historię swojego własnego ojca, który na Młodym Chemiku, tym jedynie prawdziwym, produkcji radzieckiej sie wychował. Tak po prawdzie, tamten zestaw był prezentem otrzymanym przez mojego brata (dostał go pod choinkę w wieku już ciut starszym, niż obecne 9 lat Wyjątka), jednak to ja przy pomocy tegoż zestawu wypaliłem dziurę w rodzinnym stole, a potem drugą, w parkiecie, to ja eksplodowałem sobie probówkę (szklaną) trzymaną w dłoni, to ja mieszając z dzikiej, nieposkromionej ciekawości „to białe z tym czarnym, trochę niebieskiego i może jeszcze żółte, bo ładne” wywołałem reakcję o całkowicie niejasnym dla mnie charakterze, ale wymagającą ekspresowego (bardzo) wystawienia zlewki na balkon. Nie wspominając nawet o tym, że gdy wraz z całą klasą podstawówkową jechaliśmy do pobliskiego PGRu zbierać w czynie społecznym stonkę zrzucaną przez amerykańską agenturę na polskie ziemniaki, na wyprawę tą  pojechałem wyposażony w cały słoik środka, który miał tą stonkę czynić martwą 🙂 Tyle wspomnień, dla porządku jeszcze zdjęcie tego, co mieliśmy z bratem:

bolshoy_nabor_yunyy_himik

Czytaj dalej

email

Raz na wozie, raz…

No niestety, nachwaliłem się, nazapowiadałem, więc wypada choć napisać, co z tego wyszło. Miała być wytrawiarka nad wytrawiarkami, na widok której płytki same będą trawić. W skrócie powtarzając to, co wcześniej pisałem („coś z niczego„), chciałem zbudować wytrawiarkę z mechanicznym mieszaniem roztworu trawiącego, rzecz wydawała się bezproblemowa, z wirnikiem napędzanym za pośrednictwem sprzęgła magnetycznego. Próby (pokazane w tamtym poście) wypadły wielce obiecująco.

Czytaj dalej

Prawie jak LEGO

Odebrałem właśnie przesyłkę z poczty. I odkąd ją rozpakowałem, minę mam jak kot nad miską śmietany 🙂

Nic więcej nie piszę, uważni czytelnicy (zwłaszcza ci zorientowani elektronicznie) i tak się domyślą, zwłaszcza, że niedawno o tym pisałem, jak poskładam do kupy, to opiszę dokładniej 🙂 A póki co, już nie mogę się doczekać poświątecznego lenistwa, kiedy to planuję składać rzecz do kupy. Już jako dzieciak uwielbiałem zestawy do sklejania modeli z plastiku 😀 , tylko te NRDowskie z moich czasów nie były aż tak dokładnie spasowane 🙂

Czytaj dalej

Junkers story

Przy okazji ostatniego wpisu n/t czyszczenia syfonu w kotle niestety, zbyt szybko odtrąbiłem sukces i spocząłem na laurach, sprawa się okazała nie taka prosta. Jakoś z godzinę po napisaniu tamtego tekstu i wciśnięciu „wyślij”, wszedłem do kotłowni, by po raz kolejny się upewnić, czy nie kapie no i niestety. Kapało. Przyznam, że chwilę zwątpienia wtedy przeżyłem, złapałem za telefon i zadzwoniłem sobie do zaprzyjaźnionego guru d/s kotłownii, a Junkersa w szczególności, mówię jak jest, że ciekło, że syfon pełen syfu, teraz wyczyszczony, drożny, a cieknie dalej, co robić, panie Rapczyn, jak żyć?

Czytaj dalej

Listonosz zawsze puka dwa razy. I takie tam.

Takie pokutują różne tzw. prawdy uniwersalne. Jak choćby wspomniana prawda przez jedną Agatkę uwieczniona, jakoby listonosz miał dwa razy zawsze pukać (co zresztą jest tym trzecim rodzajem prawdy wg podziału ks. Tischnera, bo nasz poprzedni listonosz na starym mieszkaniu dzwonił, walił, telefonował i jakby miał trąbkę pocztową, to na pewno by trąbił i na trąbce, obecny zaś jest strasznie nieśmiały, nie dzwoni, nie puka, w ogóle pokazuje się z rzadka i jak tylko może, unika kontaktu). Mówią też osoby doświadczone i/lub znające się na rzeczy, że sprawy związane z ogrzewaniem, w szczególności kotły grzewcze mają pewien ulubiony miesiąc, w którym się psują najczęściej. Mało tego, mają nawet ulubioną połowę tegoż miesiąca, w której się psują szczególnie często… Czy muszę pisać, o który miesiąc chodzi? 😉

Czytaj dalej

Mikołaj inny, niż wszystkie.

U Wyjątka w szkole konkurs plastyczny ogłosili, na wykonanie dowolną techniką portretu Św. Mikołaja.

Szczerze mówiąc, uwagi bym nawet na to nie zwrócił  Wyjątek też jest bardzo daleki od nawet nie przejmowania się, ale w ogóle zauważania takich obwieszczeń, ale małżonka przeczytała i zagoniła nas wszystkich do pracy (tak, portret mógł być pracą „rodzinną”!). I tak oto powstał portret może nie najwyższych lotów (bo na bazie odręcznego rysunku Wyjątka, który co tu dużo mówić, zdolności plastyczne odziedziczył w 100% po mnie), ale za to z całą pewnością inny, niż wszystkie 🙂

Czytaj dalej

Archiwum

  • 2017 (19)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0111763
Visit Today : 16
Hits Today : 62
Total Hits : 410414
Who's Online : 1
Przejdź do paska narzędzi