Raz na wozie, raz…

No niestety, nachwaliłem się, nazapowiadałem, więc wypada choć napisać, co z tego wyszło. Miała być wytrawiarka nad wytrawiarkami, na widok której płytki same będą trawić. W skrócie powtarzając to, co wcześniej pisałem („coś z niczego„), chciałem zbudować wytrawiarkę z mechanicznym mieszaniem roztworu trawiącego, rzecz wydawała się bezproblemowa, z wirnikiem napędzanym za pośrednictwem sprzęgła magnetycznego. Próby (pokazane w tamtym poście) wypadły wielce obiecująco.

Wytrawiarkę sobie narysowałem, zamówiłem pocięcie jej elementów składowych z plexi na laserowej wycinarce, po czym korzystając z nielicznych wolnych chwil w czasie świąt zacząłem wynalazek składać. No i wyszło na to, że poziom samozadowolenia opadł mi do poziomu gleby. Pierwsza porażka, to pompa mieszająca. Tak wygląda w stanie częściowo złożonym:

Na zdjęciu widać rozłożone połówki obudowy pompki i dwa różne wirniki (elementy zamawiałem ze sporym nadmiarem, do różnych wariantów urządzenia). Wirnik ma ośkę ze szklanego pręta, łożyska toczone z teflonu i może nie najszczęśliwiej wymyślony kanał ssawny, ale musiałem to jakoś upchnąć w 2cm miejsca między ściankami akwarium. Od tej strony zresztą wszystko wyszło super, wirnik obracał się swobodnie, napędzany bezpośrednio tłoczył ciecz bardzo ładnie, z wydajnością aż za dobrą. Przy napędzie za pośrednictwem sprzęgła magnetycznego (lewy wariant wirnika, ma tylko dwie łopatki, bo do prób nie chciało mi się docinać więcej) na sucho pompka jeszcze się obracała, choć już było widać zapowiedź problemów, bo nie dawało się takim wirnikiem kręcić zbyt szybko, sprzęgło magnetyczne napędzało wirnik tylko do jakichś kilkuset (<500) RPM, powyżej już przeskakiwało. Po utopieniu jednak całości w wodzie, wynalazek zdechł całkowicie, opór stawiany przez wodę rozłożył mi wynalazek na łopatki.

Próbowałem rzecz uratować cały pierwszy dzień świąt, uciekając przy każdej okazji od świątecznego stołu testowałem różne konfiguracje magnesów, różne położenia wirnika, wszystko na próżno. Uzyskane efekty były lepsze/gorsze, ale po prostu zbyt słabe. Mój wirniczek jest maleńki, magnesy neodymowe weń wstawione siłą rzeczy są również maleńkie, więc niestety, wyżej czterech liter się nie podskoczy, jak to mówią. Od strony napędu magnesy już są solidne, ale to nie wystarczy. Strona „bierna” jest chyba zbyt mała, bieguny magnesów są zbyt blisko siebie położone, jak na taką odległość między stronami sprzęgła: obudowa akwarium 5mm, obudowa pompki – kolejne 5mm i jeszcze po 1mm luzów między wirnikiem i obudową i wirnikiem napędowym, a obudową od zewnątrz, razem 12mm. Przy rozstawie magnesików na wirniku 18mm to najwyraźniej za daleko.

Wczoraj podjąłem wreszcie heroiczną decyzję, podstawowa idea poszła w kąt, pompkę sobie postawię na półce z nieudanymi pomysłami, resztę zamówionych komponentów zaś postanowiłem wykorzystać do budowy klasycznej wytrawiarki, z mieszaniem „bąbelkowym” (elektronicy amatorzy wiedzą, nieelektronicy niech przyjmą na wiarę, że chodzi o coś w stylu akwarium z napowietrzaniem i grzałką), ambicja jednak wciąż nie pozwalała mi wpuścić po prostu w akwarium rurki z powietrzem przewieszając ją przez krawędź akwarium, wzorując się na jednym projekcie z Elektrody chciałem koniecznie zabudować w ściance urządzenia „syfon” do podłączenia napowietrzania.
Ponieważ z trawiarki miała zniknąć pompka, sam zbiornik stawał się tym samym za duży o jej korpus, obciąłem ją więc (już nie laserowo, niestety), zyskując tym samym materiał w postaci dwóch pasków plexi, w których mogłem wyfrezować kanały do powietrza.
Kanały w trakcie frezowania:

I gotowe elementy:

I tu myślałem, że będzie już ok. Jeden element miał zostać doklejony do ściany bocznej (i wyposażony w nieobecny na zdjęciu króciec do tłoczenia powietrza) drugi zaś do dna, razem miały podawać powietrze pod dno i tamże przez rząd otworków (0,5mm) bąbelkować do akwarium. Tu jednak zemściło się już przekombinowanie: elementy wycinane mechanicznie, doklejane do już złożonej konstrukcji, dodatkowo w trakcie cięcia częściowo już poklejonego zbiornika (to skracanie wcześniej wspomniane) coś się chyba rozszczelniło na boku, całość po zalaniu wodą niestety przecieka.

I w tym momencie zwątpiłem. Na chwilę obecną mam dosyć, jak mi wróci ochota na porządną wytrawiarkę, to albo spróbuję uszczelnić to, co jest, albo po prostu zamówię elementy jeszcze raz i skleję zbiornik od nowa, tym razem zaczynając klejenie od syfonu i robiąc to jak należy, pod naciskiem równomiernie po całej długości spoiny. Zastanawiam się też nad wytrawiarką wibracyjną, zasugerowaną w komentarzach pod „coś z niczego” przez Pawła, jednak ten pomysł jakoś mniej mnie nęci.
Na chwilę obecną jedyne, co mam pozytywnego z całej tej zabawy, to bardzo porządną ramkę do wstawiania płytek do trawienia, z tej ramki przynajmniej jestem zadowolony!

Ramka umożliwia (znaczy… będzie umożliwiać) wygodne wstawianie i wyciąganie płytek do/z kąpieli trawiącej, jest połączona z pokrywą zamykającą akwarium od góry, na wierzchu jest jeszcze doklejone „trzymanko”.

Ad acta jeszcze na koniec ranking wypróbowanych przeze mnie metod klejenia plexi. Nie udało mi się na szybko kupić polecanego wszędzie kleju Acrifix, testowałem trzy inne:

  1. Klej do twardych plastików Technicqll (polecany przez producenta własnie do plexi)
  2. Zrzynki PMMA rozpuszczone w acetonie
  3. Zrzynki PMMA rozpuszczone w rozpuszczalniku Nitro.

Fabryczny Technicqll okazał się być najgorszy, Sklejone nim próbki owszem trzymały solidnie, ale dawałem je radę rozłamać w rękach. Oba „własnej roboty” zaś trzymały jak licho, rozłamanie próbek było możliwe dopiero po wspomożeniu się kombinerkami. Klej na bazie acetonu dość szybko się robi, wrzucone do acetonu zrzynki już po kilku godzinach zmieniają się w ciągliwego gluta utopionego nadmiarze acetonu, niestety jednak, owym glutem już zostają, nie daje się tego rozmieszać bardziej. Nim (glutem) się daje kleić, klejenie jest bardzo skuteczne, ale operowanie takim ciągnącym się glutem, koloru…. pomińmy skojarzenia fizjologiczne, powiedzmy, półprzezroczysto-perłowego jest bardzo niewygodne.
Bliski zaś ideału jest zestaw trzeci. Przygotowanie trwa dość długo, plexi w nitro rozpuszcza się minimum dwa-trzy dni, po tym czasie jednak dostajemy idealnie przezroczystą galaretę o konsystencji jaką sobie zażyczymy, możliwą do w miarę wygodnego nakładania pędzelkiem, albo superwygodnego dozowania strzykawką (wlewamy do strzykawki po wyjęciu z niej tłoczka).

I tyle na dziś. Jeszcze do tematu wrócę!

 

 

email
This entry was posted in , . Bookmark: permalink.

13 Responses to Raz na wozie, raz…

blekowca
Commented:  28 grudnia 2015 at 09:56

Ja do tego mieszania bym jeszcze wrócił. Może przy kolejnej wersji akwarium – spróbuj zamocować magnes napędowy na łańcuchu/taśmie jeżdżącej tam i nazad pod dnem. Ten mały będzie się poruszał ze stosunkową niewielką prędkością wobec wody, ale obejmie sobą większy obszar bezpośredniego oddziaływania i takie mieszanie może starczyć. Przyjrzyj się też takim ażurowym mieszadełkom do herbaty – czasami w barach takie plastikowe dawali zamiast łyżeczek, były zadziwiająco skuteczne.

Hm, też ciekawy pomysł. U dołu akwarium mam poziomą szklaną rurę mieszczącą grzałkę, suwak mieszający mógłby się po niej przesuwać. Tylko, że to jest znów stawianie całej koncepcji na głowie i znów testowanie czegoś, co może być kapitalnym pomysłem, a może okazać się kolejnym niewypałem na skutek kleszczenia się suwaka i jego „zrywania” z kontroli magnetycznej albo diabli wiedzą czego jeszcze. Trochę już mi się nie chce. Dziś jeszcze chcę spróbować (mimo tego, co wczoraj pisałem) wibracji i to będzie próba ostateczna. Albo się uda, albo, taka jej mamusia, nie!

Wibracje przetestowane i jako pomysł porzucone. Z prób wyszło mi, że aby wibrować z odpowiednią energią płytką zanurzoną w cieczy i z elektromagnesem odsuniętym od niej na minimum centymetr, potrzebny jest całkiem solidny elektromagnes (czyli spora moc do niego doprowadzona i kwestia jej sterowania. Próby robiłem z cewką pobierającą 12W mocy i to było o wiele za mało, przydałoby się tak z 60 raczej) albo neodym (też niemały, próby robiłem z takim od dysku twardego) przymocowany do kręcącej się tarczy. Do zrobienia, ale dość mocno komplikuje urządzenie od strony konstrukcji mechanicznej. Napowietrzanie w tym momencie wygrywa czystością formy.

trash_bin
Commented:  31 grudnia 2015 at 08:16

Ok, a gdyby zastosować rozwiązanie stosowane w filtrach akwariowych wewnętrznych (tych zanurzonych całkowicie)? Tam masz łopatki na oście przymocowane do rdzenia z trwałego magnesu, który „zawieszony” jest w obudowie, w której znajduje się uzwojenie silnika. Gdyby wymontować to z filtra, w ściance/dnie wytrawiarki wywiercić otworek o średnicy wystarczającej, żeby wstawić taki wirnik, do tego dokleić rurkę, w której ten wirnik by sobie siedział, a na nią nałożyć to uzwojenie? Dalej miałbyś szczelne mieszadło, a skoro daje radę w filtrach akwariowych, to nie ma bata, żeby tu nie zadziałało. Dodatkowo możesz sobie wtedy przerobić dowolnie wirnik tak, by łopatki były pod kątem i ośkę wymienić na niemetalową.

Myślałem o tym, ale to mocno komplikuje sam zbiornik, no i ten wirnik też musiałbym zrobić, bo te z pompek mają magnesy ferrytowe, a to by kontaktu z roztworem trawiącym nie przeżyło. Myślałem też (bo kurcze, szkoda mi tej pompki zrobionej z plexi było, chciałem ją ratować) o ordynarnym wyprowadzeniu tej szklanej ośki poza obudowę i jej bezpośrednim napędzaniu, w końcu jakaś dławnica wypchana teflonem przekładanym smarem silikonowym, dodatkowo coś a’la simmering z miękkiej gumy – może by się to dało zrobić tak, by nie ciekło. Może…

A może nie. Dlatego też wytrawiarkę narysowałem od nowa, wczoraj rysunek do twojego znajomego wyposażonego w laserową grawerkę został już wysłany i ustrojstwo będę robił od nowa!

trash_bin
Commented:  31 grudnia 2015 at 13:06

Jestem pewien, że ktoś tak pomysłowy jak Ty byłby w stanie wymyślić, jak to umocować (może jakoś od góry, dołączone do wieczka – może mniej eleganckie, ale można by wygląd zrobić taki steampunkowy :D). No ale jak już wysłałeś, to i tak po obiedzie 🙂 A przy okazji – wszystkiego najlepszego w Nowym Roku – ostrych wierteł, młotków z niepękającym trzonkiem, pomysłów na nowe cuda i determinacji do ich wykonania. No i tradycyjnie zdrowia, szczęścia i góry pieniędzy 🙂

Aż napuchłem od twej wiary w moje możliwości, dzięki 🙂

Ośka wyprowadzona do góry, napęd w pokrywie – paskudnie by to wyglądało, ale na pewno mocno upraszczało problemy ze szczelnością. Nic, na tą wersję jest póki co za późno, najwyżej, jeśli v2 z jakichś przyczyn nie wypali, to z pozostałości obu wersji skleję v3 i taki napęd zrobię. Pompka tylko musiałaby mieć jeszcze inną konstrukcję, bo przy pionowej ośce odśrodkowej już nie zmieszczę, 2cm miejsca między ściankami obudowy mam tylko. Musiałbym skądś skołować plastikową „śrubę” i pompę osiową zrobić. Do tego mały silnik choćby ze starego napędu DVD bezpośrednio kręcący ośką, teflonowa tuleja jako uszczelnienie przed oparami wytrawiacza… To w sumie nawet nie jest zły pomysł… hmmmm….

PS: dzięki za życzenia, również życzę, by nowy, nadchodzący rok był lepszy. Po prostu lepszy, w każdym możliwym aspekcie. Życzę tego Tobie i wszystkim innym czytającym też, oczywiście 🙂

Paweł
Commented:  5 stycznia 2016 at 10:18

Wibracje – wersja v38

Jeśli sprzężenie magnetyczne przy wibracji się nie sprawdza to może wibrowanie całym uchwytem do płytek przy pomocy ….. wibratora od telefonu albo głośniczka piezoceramicznego. Co do zasady to wibracja nie miesza roztworu tylko usuwa produkty reakcji więc nie musi to być praca ciągła a mieszanie roztworu zapewni konwekcja (potrzebna odpowiednio zaprojektowana obudowa grzałki) w końcu na tej zasadzie krążyły kiedyś w centralnym ogrzewaniu setki litrów wody.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Wibrowanie bezpośrednio jest tyle kłopotliwe, że wibrator musiałby być całkowicie odizolowany od agresywnego otoczenia, zarówno od cieczy, jak i od jej oparów. To w sumie byłoby nawet do zrobienia, silniczek od wibry z telefonu wstawiony w wyfrezowany rowek w plexi i na stałe przyklejony do „koszyka” na płytki i tylko wyprowadzony stamtąd przewód, przez jakiś dokładnie zahermetyzowany przepust… to by mogło mieć ręce i nogi, choć nie podoba mi się wizja ogona (przewodu) zwisającego z pokrywki, ale to jest też do przeskoczenia, jakby się bardzo uparł, wibra mogłaby być jakoś zabudowana w samym zbiorniku, w formie elastycznie zawieszonego wypustu, o który opierałby się wstawiony do środka koszyk. Tu co prawda jedziemy po bandzie z hermetycznością, bo mamy i wibrę utopioną bezpośrednio w roztworze i przewód wychodzący z akwarium na zewnątrz poniżej linii zanurzenia, ale to by się dało zrobić.

Boję się tylko zawierzenia samemu mieszaniu konwekcyjnemu, robię bardzo wąskie akwarium (2cm między ściankami od wewnątrz, nie chcę więcej z uwagi na objętość cieczy potrzebnej do napełnienia), na dnie którego będzie niewiele węższa grzałka (12mm szklana rurka z grzałką wewnątrz), luz między grzałką a ścianką akwarium jest więc niezbyt duży, bo raptem 4mm. Mocy grzałki nie chcę zmniejszać, bo szybkie podgrzewanie roztworu bardzo mi się podobało, z prób wykonanych na tej zarzuconej wersji akwarium wyszło mi też, że nie powinno być problemu (przy braku mieszania grzanie grzałki nie powodowało zauważalnego podgrzewania ścianek akwarium wokół niej ponad temperaturę wody wlanej do testów), niemniej jednak trochę się obawiam tu zawierzyć samej konwekcji, takie zbiorniczki z plexi są mało odporne na naprężenia termiczne. Ale pomysł ciekawy, w jego intencji projektowaną właśnie elektronikę do tej wytrawiarki doposażę w dodatkowe wyjście „na wibrę”, szczęśliwie to jest innowacja, którą mogę zawsze dodać do istniejącego zbiornika).

Dzięki i oczywiście również Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

bajcik
Commented:  9 stycznia 2016 at 14:52

Tak czytam, myślę kombinuję[1] i czy nie byłoby prościej zrobić poziomej szalki umieszczonej na jakimś mimośrodzie, żeby się bujała we wszystkie strony?

[1] zastanawiałem się nad „gąsiennicą” szerszej niż płytka, dłuższej niż płytka, rozpiętej na kołach zębatych wspartych na tym „nosidełku do płytki”, napędzanej wysoko znad lustra wody. Trawiona płytka byłaby w środku.

bajcik
Commented:  9 stycznia 2016 at 14:53

PS. albo wręcz na huśtawce, o niskiej częstotliwości i amplitudzie (żeby płytki nie wynurzać)

bajcik
Commented:  9 stycznia 2016 at 14:56

PPS. albo – jak masz to co masz – może ruszać nosidełkiem w te i we wte? Jeśli płytka miedzią do żeberek, to będą tam „burzyny”.

PPPS. szkoda że postów edytować nie można

Trząsanie płytką cały czas trzymam jako opcję B, ale twoja wersja jest chyba za skomplikowana mechanicznie, już wolę wibrator sztywno umocowany do nosidła, albo o niego opierany. Ale póki co w pneumatykę się będę bawił. Też dość zwariowaną, więc jest opcja, że znów się nie uda, wtedy będzie wibrator.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2018 (1)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0123080
Visit Today : 18
Hits Today : 156
Total Hits : 451671
Who's Online : 1
Przejdź do paska narzędzi