Jak mąż mówi, że zrobi, to zrobi!

… i nie trzeba mu co roku przypominać!  – ten przechodzony już, ale wciąż aktualny dowcip właściwie powinienem sobie gdzieś podwiesić u góry strony jako motto życiowe, bo takich spraw, które wciąż powtarzam, że zrobię, mam o, taaaaką dłuuuuugą listę. I najgorsze jest to, że ta lista się nie kurczy, a raczej rozrasta. Szczęśliwie jednak, co jakiś czas udaje się z takowej listy cośtam wykreślić. I dziś właśnie o jednej z takich pozycji będzie. Mianowicie, wspominana nawet całkiem niedawno żarówka LED doczekała się wreszcie zainstalowania: oto i ona:

Czytaj dalej

4 komentarze.

Pizza!

Tak się jakoś utarło, że różne grupy zawodowe mają swoje, typowe i zwykle z nimi kojarzone potrawy. I tak budowlańcy mają swoje gorące kubki i zupki chińskie, managerowie mają swoje sushi, handlowcy brunche z klientem i tak dalej. I jest wreszcie liczna grupa pracowników „swetrowych”, typowo pracujących jako inżynierowie, najczęściej IT lub pokrewnych. I tu nie ma przeproś, króluje właściwie tylko jeden rodzaj potrawy. Pizza!
 
I dla odmiany, o pizzy właśnie dziś będzie. Pizzy DIY! Potrawie inżynierów! 🙂
 

8 komentarzy.

Własne PCB z chińskiej fabryki

Przyszły mi wczoraj bardzo dawno temu już anonsowane i odłożone na później z braku czasu płytki do samorobnych żarówek-ledówek mających rozszerzać funkcjonalność kinkietów oświetlających wjazd do garażu. Tutaj o tym pisałem, pokrótce przypomnę jedynie, że prócz normalnego świecenia z wkręconej w kinkiet żarówki, dzięki moim ledówkom kinkiet będzie zdolny jeszcze do całonocnego świecenia „ozdobnego”, z malutką mocą, tak, żeby tylko ładnie elewacja wyglądała. Płytki, jak widać przyszły:

O samych kinkietach napiszę innym razem, jak już je zainstaluję i będzie się czym pochwalić (a poczekam z tym chyba, aż będzie ciut cieplej, jakoś średnią mam ochotę na robienie czegokolwiek zgrabiałymi łapami na szczycie aluminiowej drabiny…), póki co zaś chciałbym napisac parę słów o tym, w jaki sposób zamawiać własne płytki w Chinach.

Czytaj dalej

4 komentarze.

Coś dla Lasu

O, takie coś:

Czytaj dalej

Komentarze (1).

Żaluzje, Kulson….

Przepraszam za soczysty tytuł (bo nikt chyba nie ma wątpliwości, co do tego, przy czym będę się upierał na konferencji, że mam kolegę o ksywie Kulson i to do niego są skierowane słowa), ale musiałem jakoś wyrazić swój stosunek do tematu. 
Przy okazji opisywania automatycznej rolety wspominałem, o ile mnie pamięć nie myli, że teraz kolej na obecne w innych naszych oknach żaluzje. Wewnętrzne, takie… zwykłe, listkowe, jedyne, co w nich jest niezwykłe to fakt, że listki są drewniane, mechanizm zaś i budowa są typowe do bólu. Podobne żaluzje mieliśmy w naszym poprzednim mieszkaniu i tamże je z powodzeniem przerobiłem na automatyczne, robiąc to jeszcze na procesorze z czasów tak mniej więcej Wizyty Ottona III w Polsce, czyli na AT89C2051.  Żaluzje miały swoje narowy, ale generalnie działały całkiem nieźle aż do końca naszego pobytu w tamtym mieszkaniu. Mechanicznie było to wykonane w ten sposób, że króciec do kręcenia żaluzjami był sprzężony z niedużym silniczkiem z wbudowanym reduktorem do 100RPM, silniczek choć mały, wystawał w formie kalafiora nad obudową żaluzji. Zdjęć niestety nie mam, nie prowadziłem wtedy aż tak drobiazgowej dokumentacji swojego majsterkowania.

Niestety, żaluzje okazały się być jednym z tych tematów, które na papierze wyglądają na działające, ale zrobić praktycznie nie dadzą się w żaden żywy sposób. Po prostu nie i koniec! Jak perpetuum mobile zupełnie. Które też wynalazłem niegdyś, jako dwunastolatek (czy jakośtak) – wymyśliłem, że zepnę silniczek z prądnicą zarówno mechanicznie jak i elektrycznie (tak, by silnik kręcąc prądnicą wytwarzał prąd do zasilania się), to będe miał prąd za darmo i było to dla mnie tak pewne i oczywiste, że gdy poszedłem z tym do szkolnej nauczycielki od fizyki, a ta zamiast paść z wrażenia, zaczęła rechotać na całą klasę, powtarzając „co ty, P., perpetuum mobile wynalazłeś? Hehehehe?”, zupełnie nie wiedziałem, o co jej chodzi i co w mym genialnym pomyśle takiego śmiesznego.
Perpetuum mobile niestety nie chciało działać, w dodatku dziadek się na mnie zdenerwował okrutnie odkrywszy brak dynama w swoim rowerze (ech, ciężki jest los wynalazcy). I żaluzje, niestety, też działać nie chcą, mimo licznych prób. I o tychże próbach chciałem dziś napisać…

Czytaj dalej

Brak komentarzy.

Wytrawiarka – reaktywacja

Stacja sto sześćdziesiąta czwaaartaaaaaa! Wytrawiaaarkaaaa idzieee do woooojskaaaa!

O wytrawiarce pisałem tu sporo, dziś mija właściwie równa druga rocznica rozpoczęcia wytrawiarkowego tematu na moim blogu. W tym od lutego 2016, gdy odtrąbiłem pełen i 100% sukces nie pisałem o niej wcale. Najwyższy więc czas nadrobić zaległości i do wytrawiarki wrócić. 

Czytaj dalej

5 komentarzy.

Pogodynka

Na taką zabaweczkę się ostatnio skusiłem:

Z jednej strony patrząc jest to ot taka sobie stacyjka pogodowa, summa summarum wychodząca cenowo trochę drożej od podobnych jej (pozornie) dziesiątków innych, poniewierających się w każdym sklepie z elektroniką domową. Co więc ją wyróżnia i czemu właśnie na nią się skusiłem? Ano, jednym z głównych powodów jest fakt, że pogodynka ta nie ma żadnych czujników, czy to zewnętrznych, czy wewnętrznych, pokazuje właściwie wszystkie istotne dane na temat bieżącej i przyszłej pogody (to, co widać na zdjęciu to tylko „ekran główny” z najistotniejszymi danymi, bardziej szczegółowe dane są dostępne na kolejnych „stronach”) obywając się całkowicie bez kłopotliwych przystawek do pomiaru temperatury zewnętrznej, czy siły i kierunku wiatru. Wszystko, co jej potrzebne ściąga sobie sama z internetu, bazując na sieci tysięcy publicznych stacji pogodowych tworzących społeczność Weather Underground.

Czytaj dalej

4 komentarze.

Drobiazgi takie

O, takie coś:

Czytaj dalej

2 komentarze.

Łoś

Ot, takiego gościa mieliśmy w trakcie sobotniego grilla na tarasie:

5 komentarzy.

gdy Dom tęskni…

Zorganizowaliśmy sobie z rodziną w tym roku wakacje. Takie z prawdziwego zdarzenia, na południu Europy, w malowniczym kraju, którego drogi składają się w 99% z zakrętów, wzniesień oraz spadków (w dowolnych konfiguracjach), a odkryty w trakcie któregoś przejazdu jedyny dwukilometrowy odcinek, który był nie dość że płaski, to jeszcze był w linii prostej, wywołał mój wybuch śmiechu i komentarz, że to chyba jakaś droga doświadczalna. Ten blog jest raczej techniczny, nie turystyczny, więc tematu wakacji nie będę ciągnął, dla udekorowania wpisu dodam jednak znalezione w internecie zdjęcie pokazujące bardzo typową dla Czarnogóry jakąś losową drogę, chętnych zaś zapraszam do ciągu dalszego, już w tematyce DomowowLeśnej 🙂

http://esc.albaniaenergy.org/en/2017/03/18/fshzh-hap-tenderat-per-10-projektet-qe-kushtojne-82-mln-euro-acp-17-03-2017/dr-lorenc-gordani-n00094/

Źródło

Czytaj dalej

5 komentarzy.

Page 1 of 1412345»10...Last »

Archiwum

  • 2018 (3)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0126766
Visit Today : 117
Hits Today : 302
Total Hits : 464014
Who's Online : 2
Przejdź do paska narzędzi