Laser K40 – jak zacząć?

Laserowa grawerka jest fajna. Laserowa grawerka jest nawet bardziej, niż fajna, jest w moim osobistym rankingu, drugim najlepszym osiągnięciem mojej warsztatowej techniki, zaraz po drukarce 3D. I skojarzenie z drukarką 3D, które mi tu się nasunęło jest o tyle na miejscu, że sprawa z taką grawerką wygląda całkiem podobnie, jak wyglądała z drukarką tych kilka lat temu, gdy robiłem swoją: obecnie drukarkę można kupić gotową i całkiem niezłą za w miarę nieduże pieniądze, wtedy jednakże wybór był prosty: wykładasz na stół 3-4 tysiące złotych na gotową, albo za połowę tej kwoty robisz własną. 
Z grawerką sprawa wygląda podobnie, tylko kwoty są inne: albo wykładasz >5k (lepiej >10k) na porządną, profesjonalną maszynę, albo… albo kupujesz K40. I o tym będzie ten odcinek.

I żeby nie było, zacznę od ostrzeżenia: K40 NIE JEST urządzeniem, które kupujemy gotowe do pracy. Które się wyjmie z pudełka, no niechby tam wyreguluje trochę i zacznie używać. Planując zakup trzeba to od początku wiedzieć, by potem uniknąć problemów: K40 to jest raczej materiał dla majsterkowicza, na bazie którego wykona sobie samodzielnie fajną i nadającą się do pracy grawerkę. Albo wykona niebezpiecznego dla życia, zdrowia i mienia koszmarka – wszystko zależy od tego, jak się przyłoży do tematu. Bo smutna prawda jest właśnie taka, że to co chińczycy pakują do pudełek i sprzedają na cały świat pod marką K40 to w stanie pierwotnym jest niebezpieczny i często (zawsze?) niezbyt dobrze działający ulep, w którym błędów i niedoróbek jest więcej, niż rzeczy porządnych.

Gdzie kupić?

Są dwie podstawowe drogi: w Chinach, na którymś z chińskich portali albo w Polsce, od pośrednika. Ta druga metoda ma swoje plusy: kupujemy od sprzedawcy, z którym możemy porozmawiać, popytać, dostaniemy gwarancję, może jakieś wsparcie, pomoc w uruchomieniu. I niewątpliwie jest to pomysł wart rozpatrzenia. Ale nie oszukujmy się, kupujemy dokładnie to samo, co kupilibyśmy w Chinach, w takim samym zestawie i nawet w oryginalnym chińskim opakowaniu, tyle, że za sporo wyższą cenę. Na chwilę obecną, na znanym polskim portalu aukcyjnym K40 zaczyna się od 2500zł, średnia cena 2800. Te same, DOKŁADNIE te same modele na znanym chińskim portalu aukcyjnym kupimy już za 1400zł. I zwykle nie ma problemu z podstawową obsługą gwarancyjną – gdy coś nie działa, robimy dokumentację (zdjęcie, film jeśli trzeba), piszemy do sprzedawcy i z tego, co słyszę, nie robią problemu.
Oczywiście, zakupy w Chinach mają swoje minusy, podstawowy jest taki, że w razie problemów komunikacja ze sprzedawcą przebiega po angielsku, oni tam w Chinach co prawda umieją korzystać z translatora, ale translator chińsko-polski daje wyniki na tyle kuriozalne, że raczej nie wróży to dobrze w kwestii wyjaśnienia problemu. Ale przy ponad tysiącu złotych różnicy w cenie… wydaje mi się, że warto. Ja w każdym razie się nie wahałem, moja grawerka została zakupiona na chińśkim portalu i o tym sposobie zakupu będę pisał dalej. 

Od kogo kupić?

Oj tutaj, to trochę głowa boli. Gdy wejdziemy na Aliexpress i wpiszemy w wyszukiwarkę „40w co2 laser engraver”, dostaniemy mnóstwo wyników, w tym z połowę trafnych, z milionem cen, opcji wysyłki i wersji urządzenia. Do wersji wrócę dalej, bo to jest złożona sprawa, teraz skupmy się na wyborze sprzedawcy: No niestety, należy przysiąść i przejrzeć ileś ofert zwracając uwagę na:

  • wersję urządzenia,
  • wiarygodność sprzedawcy,
  • sposób wysyłki.

Zacznę od końca, od sposobu wysyłki. Osoby sceptycznie nastawione do zakupu takich urządzeń tu zwykle marudzą, że dwa miesiące czekania, a jak nawet przesyłka nie zaginie, to za taką drogą na pewno VAT doliczą i wyjdzie na to samo, jakby się kupiło w kraju. Otóż nie 🙂 Przyjrzyjcie się poniższemu obrazkowi, przedstawia ono ogłoszenie, z którego została zakupiona moja grawerka:

Widzą? „Wysyłka z” i ustawione, że z Polski? Inni sprzedawcy wysyłają też z Czech, z Niemiec, z Francji, idea jest ta sama: magazyn jest w UE, przesyłka idzie w ramach UE, żaden urząd celny się do niej nie przyczepi, bo towary przesyłane w ramach UE cleniu nie podlegają. Tak więc pierwsza porada: szukaj sprzedawcy, który oferuje wysyłkę z magazynu leżącego w granicach UE. Chyba najpopularniejsze (wniosek na podstawie lektury grup „laserowych” z FB) są wysyłki z Polski i z Czech. A i raczej, jeśli planujesz zakup, to rób to teraz, bo już w mediach wróble ćwierkają, że nasz nierząd chce z tym „coś” zrobić.

Osobnym tematem jest cena. I tu niestety, sprawne dodawanie albo kalkulator potrzebny, bowiem co sprzedawca to inna polityka, można znaleźć grawerkę za 1000zł, z wysyłką za 400, albo grawerkę za 1400zł z darmową wysyłką. „Moja” jest mniej więcej pośrodku. Ale to nie jest tak, że K40 kosztuje 1400zł razem z wysyłką. Kosztuje bardzo różnie, 1400zł z wysyłką to po prostu najtańsza wiarygodna opcja, którą sam znalazłem, są też droższe. Różnią się wyposażeniem, fantazją sprzedawcy…

Następny punkt: wiarygodność sprzedawcy. To jest coś, co wzbudza pewne obawy, zwłaszcza u osób, które nigdy na chińskim portalu nie kupowały. Napiszę z punktu widzenia człowieka, który ma na sumieniu ponad 200 zakupów na ali: o wiele bezpieczniej się czuję kupując tam, niż na naszym Allegro, o OLX nawet nie wspominając. W przeciwieństwie do naszych portali, gdzie kupujący tak po prawdzie jest zostawiony sam sobie, Ali czuwa nad bezpieczeństwem transakcji od początku do końca, to oni trzymają wpłaconą kasę i sprzedawca dostaje ją dopiero, gdy potwierdzisz, że towar otrzymałeś. Jeśli otrzymałeś i coś jest nie tak – otwierasz „spór” i jeśli w ciągu kilku dni nie dogadasz się ze sprzedawcą, Aliexpress wchodzi jako instytucja nadrzędna i spór rozstrzyga. Przy czym, jeśli problem jest ewidentny i dobrze udokumentowany (np. zdjęcie jednoznacznie pokazujące w czym rzecz), na ogół rozstrzygnięcie jest bezproblemowe: dostajesz zwrot kasy i tyle. 

Tak więc co do samego bezpieczeństwa zakupu – krótkie podsumowanie: bez obaw, Aliexpress pod tym względem jest bardzo solidne (zdarzają się wyjątki, ale chyba dużo rzadsze, niż na naszym Allegro, gdzie tzw. „program ochrony kupujących” to jest jakieś kuriozum). Pisząc o wiarygodności sprzedawcy miałem na myśli bardziej to, co sprzedawca wysyła i w jakim to zwykle jest stanie. I tu rzecz jest prosta: komentarze. Mają być i mają przeważać te pozytywne. Negatywne zawsze będą (zwłaszcza przy tym urządzeniu), ale właśnie o to chodzi, by ich nie było zbyt dużo i by nie brzmiały zbyt powtarzalnie, sugerując że jakiś problem u tego sprzedawcy jest nagminny. Druga rzecz, na którą warto spojrzeć, to inne przedmioty sprzedającego – czym sprzedawca tak ogólnie handluje. I tu znów obrazek:

Jak widać, „mój” sprzedawca jest firmą generalnie nastawioną na sprzedaż grawerek laserowych, części do nich oraz części do CNC. Można się więc spodziewać, że choć wiedzą, co sprzedają i mają zaplecze, by w razie czego wysłać nam uszkodzoną część zamienną. Podczas gdy… tu chciałem pokazać inn obrazek dla kontrastu, ale nie udało mi się teraz znaleźć ogłoszenia, na które trafiłem, gdy szukałem swojej: K40 w bardzo dobrej cenie, brak komentarzy, a sprzedawca ogólnie zajmujący się sprzedażą chińskiego pamiątkowego badziewia (kategoria: dowolny sklep „dla turystów” w dowolnym turystycznym kurorcie na świecie).
Dobrym pomysłem jest też wrzucenie nazwy sprzedawcy wraz z nazwą grawerki w google i poczytanie czy aby gdzieś w internetach przed tym sprzedawcą np. mnóstwo ludzi nie ostrzega, że u niego nic nie kupować. Tylko tu też trzeba do takich ostrzeżeń podchodzić z rozsądkiem, bo znajdziemy takowe na temat dowolnego producenta, dowolnej rzeczy produkowanej obecnie 🙂 Więc chodzi mi nie o sam fakt, że ktoś napisał „Nigdy nie kupujcie Folcwagena”, co raczej o powtarzające się historie „kupiłem Folcwagena i po roku odpadły mu koła”, „tak, to prawda, u mnie odpadły zaraz jak wyjeżdżałem z salonu” – przerysowuję, ale wiadomo 🙂

To którego sprzedawcę wybrać? Nie wiem 🙂 Ten wyżej pokazywany „mój” Vevor Official Store był ok jeśli chodzi o dostawę (niecałe dwa tygodnie), grawerka doszła w dobrym stanie i nawet była zupełnie nieźle skalibrowana, jednakże nie podobało mi się w tym, co zakupiłem bardzo kiepskie wyposażenie. Gdybym wiedząc o K40 to co wiem teraz kupował jeszcze raz, chyba szukałbym czegoś zupełnie innego. 

Jaką wersję kupić?

No i tu wchodzimy, proszę wycieczki, w temat – studnię. Aż trochę nie wiem, jak to poukładać. Ale zacznijmy od kwestii najbardziej się rzucającej w oczy, gdy ktoś zaczyna przeglądać ogłoszenia:

Stara wersja czy Nowa wersja?

Wielu sprzedawców to bardzo podkreśla: kup naszą, bo nasza ma nowoczesne elektroniczne sterowanie, z wyświetlaczem i fajnymi guziczkami, podczas gdy stare wersje u innych sprzedawców mają badziewny amperomierz i gałkę:

Wygląda przekonująco, prawda? Gdy sam kupowałem, też mi się ten ładny wyświetlacz wydawał o niebo lepszy od tego, co po prawej, dlatego zdecydowanie szukałem właśnie takich. Tymczasem prawda jest taka, że jest to g…guzik prawda. Ten badziewny wskazówkowy amperomierz jest najlepszym sposobem pomiaru prądu lasera i kupując tą nowoczesną i tak skończy się na tym, że trzeba będzie amperomierz gdzieś dodać. A ustawianie prądu przy pomocy gałki jest zwyczajnie wygodniejsze. Wersja „nowoczesna” jest o tyle ciekawa, że ma porządnie zrobiony wyłącznik bezpieczeństwa (przydaje się), wbudowany termometr mierzący temperaturę chłodzenia (bardzo ważne) i oświetlenie komory. W starej wersji termometr i tak trzeba będzie dodać (musi być!), a oświetlenie komory zwyczajnie się przydaje. Wniosek jest taki, że którą wersję byśmy nie kupili i tak trzeba będzie w niej mnóstwo przerabiać. Nowych wersji jest o wiele więcej w sprzedaży, te stare już ciężko znaleźć i to chyba decyduje, ale miejmy świadomość, że to nie jest do końca tak, że ta nowa wersja jest lepsza. Bo choć ma trochę fajnych rzeczy, to generalnie jest to zmiana na gorsze.

I tu będzie trochę… no może nie teorii, może właśnie praktyki: po co ten amperomierz i dlaczego nie fajny wyświetlacz LED? Przy ich pomocy ustawiamy prąd lasera. Prąd ten bezpośrednio odpowiada za energię niesioną przez promień lasera i jest chyba najważniejszym parametrem, jaki się ustawia do pracy z różnymi materiałami: inny prąd jest potrzebny do cięcia sklejki, inny do pleksy, jeszcze inny do grawerowania w barwionym aluminium. Mając amperomierz po prostu widzimy ten prąd. Gdy spytamy na jakiejś grupie wsparcia (a na początku takich pytań zadaje się wiele), jakie parametry do cięcia sklejki 3mm, dostanie się odpowiedź „8-10mA i 10mm/s”. Prędkość cięcia ustawia się w programie, zaś prąd – gdy się ma amperomierz i gałkę, można go sobie po prostu ustawić tak, by było dobrze. W wygodny i oczywisty sposób. Gdy się nie ma amperomierza, tylko wyświetlacz – zaczyna się zabawa. Wyświetlacz niestety nie pokazuje prądu. On pokazuje jakąś bliżej nieokreśloną wartość, teoretycznie mająca być procentową wartością „mocy”. I to by nawet nie było głupie, w końcu co za problem zamiast 10mA ustawiać np. 66%, prawda? Otóż nie ma tak łatwo. Chińczycy w tych grawerkach montują sterownik przewidziany chyba dla jakichś większych modeli, z większą mocą. I niestety w żaden sposób tego nie kalibrują, co więcej zostawiają to w formie całkowicie przypadkowej. Tuba laserowa zamontowana w K40 ma maksymalny prąd na poziomie 15mA. I nie wolno tego prądu przekraczać, bo to drastycznie skraca żywotność tuby (a nowa tuba droga). U mnie, prąd 15mA odpowiadał ustawieniu na wyświetlaczu wartości 40%. Z grup wsparcia wiem, że zdarzają się przypadki, że 15mA odpowiada np. 20%. Albo 80%. Pełna loteria. I gdy się nie wie, jaki prąd tak naprawdę płynie przez tubę, przede wszystkim, gdy się nie jest świadomym problemu, łatwo sobie zepsuć laser, choćby sprawdzając oczywistą wydawałoby się rzecz: „ciekawe jak tnie na 100% mocy”. A o jakimkolwiek porównywaniu parametrów między grawerkami można zapomnieć, bo każda ma inaczej.

Podsumowując: wersja „nowa” ma ładny ale mało użyteczny wyświetlacz i niewygodny sposób ustawiania mocy (te przyciski w dodatku działają jakoś dziwnie, bywa, że nie reagują, bywa, że przeskakuje od razu o kilka jednostek). Ale za to jest w o wiele większym wyborze i ma inne ważne ułatwienia, więc pewnie się skończy na tym, że i tak kupisz nową wersję. I ją potem przerobisz do starej. Niemniej, jeśli uda się upolować fajnie wyposażoną „starą” – nie wahaj się, tylko bierz!

Co to znaczy „fajnie wyposażoną”? Grawerka do pracy potrzebuje całego mnóstwa dodatków, niektórych mniej, niektórych bardziej. Wspomniałem wyżej o termometrze mierzącym temperaturę wody chłodzącej, jest on niezbędnie potrzebny, laser w czasie pracy musi być bezwzględnie chłodzony, temperatura nie może przekraczać 25 stopni, tak po prawdzie nie powinna przekraczać 20, bardzo mocno wpływa to na jej żywotność, a „ugotowanie” tuby to najczęstsza przyczyna jej awarii. Stare wersje termometru nie miały, trzeba było dorabiać, nowe wersje mają wbudowany, bywa, że mają dwa (drugi do pomiaru temperatury zasilacza).

Air Assist

Jest jednym z najważniejszych dodatków, które bywają fabrycznie dodane w droższych zestawach, a jeśli ich nie ma, to należy o to zadbać samemu. Mądrze się nazywa, ale technicznie jest to po prostu nadmuch powietrza bezpośrednio na miejsce wypalane laserem. Bardzo ważna sprawa, taki nadmuch nie dopuszcza do zapalenia materiału, zmniejsza bądź całkiem likwiduje osmalenia dymem i wyraźnie poprawia efektywność cięcia. W najprostszym wydaniu może to być po prostu kawałek rurki przymocowanej trytytką do głowicy i ustawionej tak, by dmuchać wprost na cięte miejsce, podłączonej wężykiem elastycznym do akwariowej pompki. 

Wersji Air assist jest milion, będę jeszcze o tym pisał w kolejnych odcinkach, tu ponieważ skupiam się na tym, co kupić, zasygnalizuję tylko, że niektórzy sprzedawcy sprzedają grawerki już wyposażone w Air Assist, z taką fajną metalową dyszą. Tak wyposażona maszyna jest zwykle sporo droższa (o kilkaset zł), szczerze mówiąc, nie wiem, czy warto dopłacać, bo średnio zdolny majsterkowicz zrobi taką asystę sam za mniejsze pieniądze. Na zdjęciu widać metalową dyszę z dołączonym z boku wężykiem, dysza dmucha współosiowo z promieniem lasera.

Do kompletu jest tania pompka akwariowa, o wydajności… takiej sobie. Niby wystarczy, ale moim zdaniem nie warto. Taniej i lepiej zrobić to można samemu.

Red Dot

Kolejne usprawnienie, które bywa dodane fabrycznie i które nietrudno sobie dodać samemu: Red dot – cóż, to po prostu red dot. Czerwona kropka 🙂 Albo krzyżyk. 

Na zdjęciu przy okazji zwracam uwagę na samodzielnie wykonany air assist przy pomocy małego odśrodkowego wentylatorka zamontowanego wprost na głowicy, który dmucha na pole robocze. Mam obawy co do wydajności takiego wentylatorka, ale pomysł w sumie ciekawy. Do red dota zaś wracając – jest to dodatkowy mały „zabawkowy” laser zamontowany na głowicy, który świeci dokładnie w miejsce cięcia/grawerowania. Sęk w tym, że nasz roboczy laser pracuje w podczerwieni, jego promienia nie widać. A gdy chcemy precyzyjnie ustawić sobie punkt początku pracy, taki widoczny punkcik (albo krzyżyk) laserowy będzie bardzo pomocny.

Wyciąg spalin

Chyba najważniejsza rzecz, na którą warto zwrócić uwagę przy zakupie. Niestety, spaliny to największa chyba wada laserowych grawerek, to nie jest drukarka 3D, którą można postawić koło biurka i najwyżej się martwić, że jak z ABS się drukuje, to troszkę śmierdzi. Grawerka przy pracy dymi jak licho, wytwarza mnóstwo dymu, niekoniecznie zdrowego (przy cięciu tworzyw sztucznych), a bywa, że takiego łapiącego za twarz i wykręcającego na lewą stronę (nie próbowałem jeszcze, ale wiem z lektury grup wsparcia na FB, że grawerowanie skóry wytwarza tak przeraźliwy smród, że zgroza). I niestety tu nie da się iść na żywioł, że jakoś to będzie, niezbędna jest możliwość odprowadzenia spalin na zewnątrz i niezbędny jest sprawny i skuteczny wyciąg tychże spalin z wnętrza grawerki. I tu jest problem. Ten „mój” wyżej pokazywany sprzedawca do grawerki dostarcza tani plastikowy wentylator wyciągowy, który jest ogromny, montowany w idiotycznie beznadziejny sposó i w dodatku bardzo mało skuteczny:

Zdjęcie (jak wszystkie z dzisiejszego wpisu) znalezione w necie, ale dobrze pokazuje jak to wygląda: ogromne bydle wymuszające odsunięcie grawerki o niemal 17cm od ściany, wsadzane z centymetrowym luzem w zamontowane na tyle grawerki zaczepy i uniemożliwiające wtedy otwarcie komory lasera (co czasem się robi choćby dla sprawdzenia, czy wszystko z tubą ok.). Do tego badziewna elastyczna rura harmonijkowa do odprowadzania spalin i idiotyczny blaszany tunel do spalin wewnątrz grawerki. Jest to rozwiązanie tak idiotyczne i tak nieskuteczne, że jeśli już taką grawerkę kupimy (jak niżej podpisany), należy to jak najszybciej zdemontować i wy… wyrzucić. Albo męczyć się z każdorazowym oklejaniem wentylatora taśmą malarską, by choć udawał, że jest szczelny i wietrzeniem sinego od dymu warsztatu po każdym użyciu grawerki. 

Natomiast, gdy się już wie, można poszukać grawerki, która ma wentylator wbudowany fabrycznie: 

To chyba zasadnicze kwestie, na które warto zwrócić uwagę przy zakupie. Grawerki mogą się od siebie różnić jeszcze drobiazgami, np. obecnie pojawiły się wersje fabryczne wyposażone w wyłącznik bezpieczeństwa blokujący laser w momencie, gdy klapa jest otwarta. 

Podsumowując wpis: to którą kupić? 

A wybierzcie sobie jakąś 🙂 Ten mój Vevor jest w sumie ok, podobało mi się też, że był niemal dobrze skalibrowany, gdy przyszedł (mogłem mieć po prostu szczęście). Ale gdybym kupował ponownie, chyba bym szukał takich z zieloną obudową. Głównie z powodu ich wentylatora, pokazanego na zdjęciu powyżej. Poza tym to jest jeden pies, w którym i tak trzeba będzie mnóstwo rzeczy poprawić.

CDN

This entry was posted in . Bookmark: permalink.

2 Responses to Laser K40 – jak zacząć?

o_cool
Commented:  1 lutego 2021 at 09:27

O, widzę, że wracasz do formy 🙂
Tak trzymaj.

Czytelnik vel Fan ;)
Commented:  2 lutego 2021 at 18:21

Dzięki za tak szybką pozytywną reakcję na prośbę o ten właśnie opis zakupu grawerki 🙂 Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy wyczerpujące temat grawerki. Może zareklamujesz grupy na FB, na które warto zwrócić uwagę?

Super, że wróciłeś 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Archiwum

  • 2021 (3)
  • 2020 (2)
  • 2019 (8)
  • 2018 (9)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0273158
Visit Today : 33
Hits Today : 76
Total Hits : 976619
Who's Online : 2