Wielkie Żarcie

Dziś będzie o naszym ogrodzie. Jest to temat mocno przeze mnie zaniedbany (opisowo) albo w najlepszym razie traktowany po macoszemu i utykany gdzieś na końcu wpisów. Tak więc pora to nadrobić. Bowiem, odkąd zaczęło u nas działać nawadnianie i w każdy bezdeszczowy dzień jest pod rośliny co wieczór pompowane aktualnie 1,8m3 wody, wszystko zaczęło nam wreszcie rosnąć. No… prawie wszystko. I o tym właśnie dziś chciałbym napisać, a na zachętę – zdjęcie dość nietypowego pajączka cyknięte w naszym ogródku:

 

Dużo rzeczy w naszym ogrodzie jest jadalnych. W założeniach – jadalnych dla nas, ale założenia, jak to z założeniami bywa, okazały się błędne. Czy może raczej nieprecyzyjne. Owszem, to, co u nas rośnie jest jadalne, ale my jesteśmy na szarym końcu kolejki chętnych do jedzenia. Takie czereśnie dajmy na to. Mamy pięć drzewek czereśniowych, starannie dobranych gatunkami, tak by się były w stanie wzajemnie zapylać. Pięknie rosną, kwitną jak głupie. Po czym mrówki z całej okolicy się zlatują zakładać na nich kolonie mszyc. W zeszłym roku robiłem regularne opryski przeciw mszycom, dało to w efekcie umęczone drzewka i może z pięć czereśni, zeżartych przez szpaki. W tym roku opryski połączyłem z masowym truciem mrówek i to dopiero pozwoliło rozwiązać problem mszyc, jednak wcześniej zrobiły taki najazd, że w efekcie nie zawiązał się ani jeden owoc. ANI JEDEN, szlaaag!

Truskawki i poziomki – posadzone doświadczalnie, zaczęły pięknie rosnąć, jeszcze piękniej owocować. I co? I nic, nasze sroki okazały się uwielbiać i jedno i drugie. Sroka wpieprzająca truskawki! Skandal!
Aha, czerwone porzeczki też sroki zżerają, tyle, że tu im trudniej, więc jakieś pojedyncze sztuki zostają dla nas. Pojedyncze sztuki porzeczek, nie pojedyncze kiście.

Malwy – roślina typu chwast, rozrastająca się w sposób niekontrolowany i nie do wytępienia podobno. Dla człowieka niejadalna, ale jakaś odmiana grzyba okazała się malwy uwielbiać:

Maliny – niby rosną, niby dojrzewają, sroki ich jeszcze nie wypatrzyły, ale niektóre krzaki malin podgryzają nam ewidentnie nieznani sprawcy:

Podejrzewam ślimaki, ale żadnego za rękę jeszcze na malinach nie złapałem…

Kasztanowiec, z którym jesteśmy szczególnie związani, bowiem wysiał się nam sam, dokładnie w rok nabycia działki, mocno podejrzewamy, że z kasztana zgubionego przez nas samych (bo w promieniu kilometrów w okolicy pół kasztana nie ma) i doglądamy go odkąd listki z ziemi wypuścił, aktualnie stanowi on całkiem już ładne trzymetrowe drzewko, też coś go żre i chyba nie jest to popularny szrotówek, bo wg googla po nim liście brązowieją w całości, a tu tylko takie ślady:

Przy tym wszystkim aż dziwnie wygląda agrest i borówki, które i pięknie rosną i o dziwo, nikt (nawet nasze dzieci) nie usiłuje ich pożreć przed nami. Na zdjęciu poniżej – rzeczony agrest:

W tle widać pergolę, którą niedawno pokazywałem w stanie z lekka zawianym. Nie pisałem jednak, że sprawa miała swój ciąg dalszy: wtedy na pergolę przewróciła się cześć drzewa sąsiadów, przechylając ją w tył, ale jednocześnie nie pozwalając jej się przewrócić całkiem. Wtedy wystarczyło ją postawić z powrotem do pionu. Niestety, pergola nie była w żaden sposób kotwiona do ziemi, stała prosto dzięki dwóm pełnym ziemi donicom postawionym na betonowej podbudowie z kostki. Było to wystarczająco stabilne, jednak pchnięcia ciężkim drzewem nie wytrzymało. W sumie zresztą dobrze, że nie robiłem żadnego mocowania tej pergoli do ziemi, bo gdyby takowe było, pergola by się nie przechyliła, tylko najzwyczajniej w świecie połamała. 
Samo przechylenie jednak też było owocne w skutki, donice otwarte od dołu, część ziemi się wysypała, rozlazła na boki, całość postawiona do pionu nie była już tak stabilna. Owszem, stało to wszystko, ale już mniej pewnie. I gdy za kilka dni przyszła kolejna wichura, pergola przewróciła się ponownie. Tym razem już sama, bez pomocy drzewa, które jednocześnie nie miało już możliwości powstrzymać dalszego upadku, poleciała sobie już całym ciężarem na ogrodzenie (przed wymianą tegoż), swoją kratką opierając się jednocześnie o ogrodzeniowy słupek. Ze sporą szkodą dla kratki.
Nie było nas wtedy w domu, wróciwszy zastaliśmy pergolę leżącą w formie masakry na ogrodzeniu, z połamaną kratką i pękniętym łukiem. Tu już niestety nie było tak różowo, w robocie był i klej stolarski i gwoździe i wszystkie ściski stolarskie, jakie tylko w warsztacie znalazłem, ale szczęśliwie udało się. Nie zrobiłem niestety zdjęcia pergoli poskręcanej tymiż ściskami, ale efekt jest taki, że pergola znów stoi, jak stała, nie ma na niej żadnego widocznego śladu uszkodzeń, w kilku miejscach, które w zasadzie trzeba palcem pokazać można się najwyżej dopatrzeć śladów klejenia. Dodatkowo zaś, wewnątrz każdej donicy wbiłem po solidnej półtoracalowej rurze stalowej (niegdyś prowizoryczny słupek ogrodzeniowy, stał sobie gdzieś w kącie „bo to się może przydać”). Dobre 60-70cm rury jest wbite młotem w ziemię, a to, co wystaje jest solidną śrubą przykręcone do nogi pergoli. I tak z każdej strony. Teraz już żadna wichura tego nie przewróci, potrzebny jest już minimum pijany kibic [tu wpisz nazwę lokalnej drużyny piłkarskiej]. Albo kolejne przewrócone drzewo. Tfu tfu. Tyle, że wtedy pergola będzie już chyba nie do uratowania. Tfu tfu.

Całkiem przy okazji też rozwiązała nam się kwestia chodniczka na tyle domu, mającego stanowić komplet z tarasem. Role chodniczka przez lata pełnił zbity z desek trap pozostały po budowie, docelowo tam zaś miało się pojawić „coś”. Charakter owego cosia ewoluował, miały to być podkłady kolejowe, udające drewno płytki chodnikowe, przez moment nawet zastanawialiśmy się (tzn ja się zastanawiałem, małżonka protestowała) nad kostką. Aż wreszcie, zupełnie przypadkowo, przy okazji wizyty w castoramie znaleźliśmy fajne betonowe „kłody” udające podkłady kolejowe. Kupiłem, przywiozłem na dwa razy (osobówką, a toto cholerstwo ważyło trochę) i ułożyłem. Pewnym problemem była podbudowa, do jej wykonania potrzebny był piasek, a ten się kupuje raczej na wywrotki, tymczasem nam parę taczek było potrzebne. Cóż było robić, zlikwidowaliśmy dziecku piaskownicę. Akurat wybranego z niej piasku starczyło na cały chodnik, a ja przy okazji jego rozkładania i ubijania węchowo odkryłem, gdzie wszystkie okoliczne koty za potrzebą chodziły. No niestety, lekko zmoczony (popadywało tego dnia) i ruszony piasek zalatywał dość mocno. Nic to, dzieci już się w nim bawić nie będą, a w swej nowej roli się sprawdzi nawet mimo „użyźnienia”. Na zdjęciu robota w połowie, po pierwszej dostawie płyt:

I chodnik na gotowo, tu jeszcze zasypany piaskiem, do wypełnienia szpar między płytami:

Opróżniona z piasku piaskownica zaś – małżonka natychmiast spojrzała na nią z błyskiem w oku. Toć to dobre cztery metry kwadratowe areału, który jeszcze niczym nie jest obsadzony! To było niedopuszczalne! Natychmiast została ona napełniona ziemią ogrodową i aktualnie piaskownica naszych dzieci pełni rolę doświadczalnego ogródka warzywnego, na zdjęciu jeszcze bez rury kroplującej, świeżo po obsadzeniu sadzonkami i podlaniu konewką:

I ostatnia zaległa rzecz z ogrodowej tematyki – żoniny ślimak na zioła. Nie mylić ze ślimakiem na ziołach 😉 Pokazywałem go zaraz po wykonaniu, zioła go polubiły, rozrosły się od tamtego czasu jak głupie, aktualnie wygląda on tak:

 

email
This entry was posted in . Bookmark: permalink.

2 Responses to Wielkie Żarcie

bajcik
Commented:  11 lipca 2017 at 10:10

Jakieś metody na te mrówki? Bo u mnie mrówek jak mrówek. Nie wiem, może wybudowałem dom na starym mrówczym smentarzu i dlatego tyle ich na terenie.

    Jako osobnik, którego podobizna zapewne wisi już w każdym mrowisku w okolicy wraz z dopiskami w stylu „WRÓG NIE ŚPI”, bez namysłu polecam Substral „Na mrówki” (taki z dopiskamim „długo działa” i „zwalcza gniazdo”). Testowałem różne, ale po tym efekt widać niemal od razu, co więcej nie trzeba go sypać mrówkom do domu, wystarczy gdziekolwiek, gdzie one łażą, same wyzbierają i same się obsłużą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2017 (17)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0106105
Visit Today : 12
Hits Today : 409
Total Hits : 391586
Who's Online : 2
Przejdź do paska narzędzi