Category: Dom w Lesie

Cydr i nie tylko.

Miało w następnym wpisie być dużo ciekawych rzeczy, miało być o rakietach, niestety trochę się to rozmyło za sprawą mojej pracy. Ogólnie bardzo ją sobie chwalę, jak już kiedyś pisałem, zasadniczym moim obowiązkiem służbowym jest bycie w gotowości i przynajmniej, dopóki z tego bycia w gotowości nic nie wynika, mam czas by w godzinach pracy robić różne rzeczy, niepomiernie zdumiewające osoby, które w pracy zwykle mają problem z dopiciem do końca kawy zrobionej rankiem. Ale, niestety, coś za coś, nie na samym przeglądaniu internetów mi praca upływa, bywa że z owego bycia w gotowości wynika coś więcej. I wtedy nie ma przeproś, rzuca się np. sobotnie zakupy, rzuca się inne zajęcia i spędza się sobotę nad takimi oto widoczkami:

Tenże konkretny widoczek jest wbrew pozorom bardzo egzotyczny, przedstawia pewne położone tuż nad wybrzeżem Morza Śródziemnego tunezyjskie miasteczko. Na obrazku widzimy zaś, proszę wycieczki, absolutną niemożność pogadania sobie przez telefon przez mieszkańców tegoż miasteczka. Osoby choć odrobinkę zorientowane w tematyce IT są w stanie nawet wypatrzeć na tym screenie przyczynę wspomnianej niemożności 🙂

Czytaj dalej

email

I jeszcze raz o laniu różnych rzeczy

Najpierw o laniu cydru. Miał być na Dzień Dziecka i w zasadzie był, tylko napisanie o tym jakoś nie wyszło w porę. Degustacja jak najbardziej się odbyła i zakończyła się pełnym sukcesem!

Zdjęcie zrobione już w trakcie degustacji, dlatego i piana zdążyła opaść i kieliszki takie jakieś „używane” 😉 Wybaczcie brak artystycznych zdjęć z pianką i z błyskiem światła na boku krystalicznie przejrzystego kieliszka, ale otwierając i rozlewając ten cydr myślałem raczej o tym, jak będzie smakował, a nie jak z jego pomocą atencję w internetach zdobywać 🙂

Czytaj dalej

Zagadki ogrodnicze

Zagadka1:

Jeśli działkę o wymiarach 33x36m zalejemy wodą w ilości 130000m3 (tak, stu trzydziestu tysięcy metrów sześciennych) , to posiadłość nasza stanie się tym samym najgłębszym jeziorem w Polsce, czy nie?
Pytam, bo wg konfigurowanego od wczoraj licznika zużycia wody do nawadniania, tyle właśnie wody zostało zużyte podczas wieczornej sesji podlewania. I kurczę, sam nie wiem, kupić akwalung, czy podzielnik impulsów w skrypcie delikatnie podregulować? 🙂 Czytaj dalej

Domoticz – odkrycie roku

Pogody brak, ciągle leje, w krzyżu strzyka, niewiele się robi, to i niewiele się pisze, ale o jednym muszę.

Powoli, powoli, ale skutecznie ciągnę temat nawadniania i na tapetę wszedł wreszcie jakiś sterownik do tegoż. Platforma, w oparciu o którą sterownik miał być zbudowany to już z dawna anonsowany Raspberry Pi, zagwozdką jednak się okazało, co na nim postawić, by działało to jak należy. Napisać soft od zera, jak to do tej pory robiłem – w przypadku malinki trochę nie czułem się na siłach, chciałem więc bazować na gotowych rozwiązaniach rozwijanych w sieci. Hardware póki co zostało podłączone prowizorycznie:

Zasilacz z częścią wykonawczą po lewo, był juz omawiany, po prawo prowizorycznie zawieszona i podłączona malyna 🙂

Początkowo próbowałem swoje nawodnienie ogarnąć przy pomocy projektu nettemp, nie leżało mi to jednak jakoś. Odkryciem wielkim zaś okazała się być podsunięta mi przez kolegę czeska myśl techniczna – otwarty projekt automatyki domowej: Domoticz 😀

Czeska myśl techniczna – stwierdzenie to może wywoływać uśmieszki i kojarzyć się z czeskim filmem raczej, ale w tym wypadku zupełnie niesłusznie, Domoticz to prawdziwa re-we-la-cja!!!! Ja go dopiero zaczynam poznawać, ogromnego mnóstwa rzeczy o nim nie wiem i wciąż borykam się z podstawami podstaw, ale nawet w ramach podstaw udało mi się zrobić coś takiego:

Domoticz_-_Google_Chrome_2016-05-17_12-18-07

Czytaj dalej

Chichot z zaświatów

PIP ¹

Nie chichot z zaświatów a pisk z zaświatów właściwie.

Najpierw bardzo proszę się cofnąć w czasie o 5 lat z okładem i zapoznać się z tą oto relacją z mego Dziennika Budowy. Tą i początek następnej (następnej mojej).

I teraz wracamy do teraźniejszości:
Pisałem wczoraj o konieczności doprowadzenia LANu do piwnicy. A ponieważ od samego pisania LAN do piwnicy się nie dociągnie, wczoraj po pracy postanowiłem się za to zabrać. Stosowny zwój kabla na strychu znalazłem, otworzyłem wejście do szachtu instalacyjnego i biorę się za remanent peszli „rezerwowych” (no tych ułożonych na okoliczność przewodów, które mi do głowy nie przyszły na etapie robienia instalacji):
– tu peszel na zewnątrz,
– ten niebieski to do salonu pod telewizor,
– drugi niebieski to pewnie do mnie do warsztatu,
– ten… kurcze, nie pamiętam, ale do niego jakieś kable wchodzą, to on na pewno nie będzie rezerwą.
– moment… coś mnie się nie zgadza. Zewnętrzny, salon, warsztat, zewnętrzny, salon, warsztat. A GDZIE JEST PESZEL Z PIWNICY, JA SIĘ GRZECZNIE, TAKA JEGO MAMUSIA, PYTAM????????

Czytaj dalej

O’Boże

Czytaci, a zwłaszcza czytaci znający Świat Dysku Pratchetta zapewne skojarzą tytuł niniejszego wpisu. Nieczytatym już wyjaśniam, że O’Bóg to bóstwo samoistnie stworzone w odpowiedzi na liczne modły wiernych, połączone sytuacją (ciężki kac) i wymawianymi wtedy najczęściej słowami modlitwy: „o Boże!”. (…tak, wiem. Ale proszę pamiętać, że Pratchett był Brytyjczykiem, nie Polakiem). Bóg kaca w swej personifikacji cierpiał na wszystkie efekty uboczne kaca razem wzięte i za największego swego wroga uważał boga imprez i pijaństwa, który z kolei cieszył się wszystkimi pozytywnymi stronami wymienionych.

Nie, tym przydługim wstępem nie chcę zasugerować, że długi weekend spędziłem strasząc ceramikę łazienkową, a wcześniej bawiąc się do oporu. Chodzi mi bardziej o to, że przez ostatnie w sumie dwa tygodnie też chyba jakieś bóstwo stworzyłem. Tylko takie bardziej polskie bóstwo, mam wrażenie. Moje bóstwo z całą pewnością ma w swej opiece brukarstwo, ortopedię, niepogodę i Nową Zelandię. A i jeszcze jedną panią katechetkę, ale to już mniejsza. (O Nową Zelandię też mniejsza, tyle napiszę, że 2 maja pracując z domu musiałem się tam do nich dostać i zajęło mi to duuuuuuuóóóóuuużo czasu, dużo więcej, niż liczyłem).

Czytaj dalej

No nie wiem….

To a’propos dyskusji spod poprzedniego wpisu. Klomb fotografowany nie z przykucu, jak przy tamtej fotografii, a z normalnej pozycji. Cembrowina na jednej warstwie cegieł wydaje się za niska moim zdaniem.

Renament

(nie, nie ma błędu. „Renament” podobnie, jak „Wyszłem do biura”, to stałe związki frazeologiczne, pochodzące z tekturek wywieszanych na sklepowych drzwiach w zamierzchłych czasach 😉 )

Trochę zaszłości się pojawiło do wyjaśnienia, na co pora jest tym bardziej właściwa, że coś mi ostatnio kolano szlag trafił i i tak niczego większego nie mogę robić, w zasadzie, jak mi ortopeda zalecił, mam zakaz klęczenia. Co jest tym bardziej przykre, że właściwie wszystkie prace, jakie miałem zaplanowane na nadchodzący okres, klęczenia wymagają: kostka przed śmietnikiem, krawężnik, cembrowina wokół klombu, nawodnienie skończyć, wylewka na tarasie, płytki potem… no szlag by to!!!!. Ale do rzeczy:

Czytaj dalej

Wodolejstwa c.d.

Zzzzalane! Całkiem zalane! II… i ten… i szlus!

Dynks do odpowietrzania rury ssawnej pokazany w ostatnim wpisie załatwił sprawę całkowicie i pozwolił na bezproblemowe wypełnienie rury wodą. Kwestia tylko pobiegania: do piwnicy, by podłączyć do króćca napełniającego rurkę z wodą „z kranu” i tąże wodę puścić; do studni, by otworzyć kurek odpowietrzający i poczekać, aż przestanie „parskać” a popłynie woda równym strumieniem, zakręcić kurek, zamknąć studnię, przebiec się do piwnicy, zakręcić napełnianie wodą, zamknąć króciec napełniający i już, finito, gotowe! Jeśli instalację trzeba będzie na zimę z wody opróżniać, być może dorobię tu jakiś elektrozawór i cały proces zautomatyzuję, póki co będzie tak, jak jest.

Tak wygląda dynks do odpowietrzania zamontowany w studni, na rurze:

Czytaj dalej

Lanie wody

Wspomniany ostatnio hydrofor jednak okazał się być nie taką prostą sprawą, jak się wydawało. Niby zasada działania hydroforu dla każdego technicznie rozgarniętego człowieka jest oczywista do bólu i nie powinno być żadnych problemów z samodzielnym wykonaniem, a jednak problem się pojawił. Problem z gatunku oczywistych, jak już się o nich wie. Jak się nie wie… to się człowiek dowiaduje, w trudzie i znoju. Cóż, taki już los osób, które się uparły, że coś chcą zrobić same, nawet ucząc się na błędach.

Oto i wspomniany hydrofor w obecnej fazie:

Czytaj dalej

Page 3 of 4«1234»

Archiwum

  • 2018 (1)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0122926
Visit Today : 107
Hits Today : 249
Total Hits : 451142
Who's Online : 2
Przejdź do paska narzędzi