A tymczasem…

Historia telekomunikacji historią telekomunikacji, ale życie toczy się dalej, prawda? W międzyczasie taras Domu w Lesie się robił. Aż do teraz bowiem miał on dość smętną formę betonowego klepiska w formie pierwotnie pozostawionej nam przez budowlańców. Klepisko owo były przeznaczone do zapłytkowania, jednak było to o tyle kłopotliwe, że klepisko miało pewien mały defekt. Mianowicie: taki taras powinien być wylany ze spadkiem. No i ten spadek…. miejscami go nie było wcale, perfekcyjny poziom był uzyskany, a w jednym obszarze, starannie wybranym tuż przy drzwiach tarasowych – spadek był. Ujemny…

Powyższe zdjęcie przedstawia stan sprzed 6 lat, ale aż do wczoraj nic się tu w temacie tarasu nie zmieniło, ot meble tarasowe doszły, grill, rośliny jakieś… Taras był cały czas odkładany „na potem”, bo w obecnej formie w sumie nie wadził. Ale wreszcie przyszła kryska na… na tarasa. Zimą jeszcze kupiliśmy płytki, bo akurat „rzucili” ładne za przystępną cenę, natomiast zgodnie z planami już wtedy zaplanowanymi, z okazji sierpniowego urlopu wypoczynkowego (tak!) zabrałem się za robotę. Z pomiarów wynikało, że trzeba na tarasie wylać klina, który przy ścianie będzie miał 5cm, a ma zejść do zera.

Łata do ściągania została wykonana z kantówki 5x5cm, jednej z tych, tworzących znaną wiernym czytelników stertę „desek poszalunkowych”, to się naprawdę cały czas przydaje.  Nowa wylewka zresztą też była ściągana deską stamtąd.
Zasadnicza część tejże wylewki powstała z gotowej mieszanki „posadzka betonowa” kupionej w workach. Łącznie 25 worków poszło. 6,99zł/worek. Pewnie, że kupno cementu i wywrotki piasku wyszłoby taniej, ale z uwagi na koszt transportu piachu dużo taniej by chyba nie było, a roboty z mieszaniem (betoniarki brak) sporo więcej. I efekt finalny chyba nie byłby tak dobry.

Zdjęcie przedstawia początek prac i zarazem dobrze prezentuje bolączkę związaną z tego rodzaju wylewką: minimalna wymagana przez producenta grubość warstwy: 2cm. Cieniej tym materiałem się nie da. Dlatego też cieniej nie robiłem, rozkładałem tą masę do mniej więcej granicznej grubości i koniec. Tą posadzką dojechałem do końca tarasu, tam z konieczności robiąc szalunek, żeby krawędź ładna powstała:

Deska widoczna od frontu przykołkowana do istniejącego muru, bok zaś przyłożony „na wariata” i podparty zrzynkiem deski zapartym z drugiej strony w ciężkiej doniczce z zieleniną – małżonka szczęśliwie nie zauważyła 😉

Tyle zrobiłem w sobotę:

(na pierwszym planie oliwka. Udało nam się pomyślnie ją przezimować w garażu, to jest jej drugi sezon u nas).
Nie odmówiłem sobie jeszcze wyrycia kijem napisu pamiątkowego:

i pojechaliśmy całą rodziną na zakupy. M.in. do Castoramy kupić materiał na resztę roboty, czyli tą część wymagającą cienkiej warstwy. Pierwotnie sobie wymyśliłem samopoziom jakiś. Szczęśliwie jednak, zanim doszedłem do miejsca, gdzie takowe wylewki leżały, szczerząc się cenami po kilkadziesiąt zł za worek, oczy me zauważyły coś, co się nazywało „zaprawa wyrównująca”. Pod płytki. Na zewnątrz i do wewnątrz. Świetna przyczepność. Warstwa – od 3mm. No i cena – za jeden worek wylewki samopoziomującej w zależności od wybranej marki mógłbym kupić od 3 do 5 worków tej masy wyrównawczej. Nie wahałem się więc, kupiłem masę wyrównawczą.

Jej rozkładanie zajęło mi całe niedzielne przedpołudnie, faktycznie miała „świetną przyczepność”, skubana tak się kleiła do wszystkiego, że ciężko ją było deską ściągać, bowiem kleiła się do deski i szła wraz z nią 🙂 No ale jakoś się udało, zagłaskać pacą też się dało, choć z racji kleistości nie jest to już tak gładziutka powierzchnia, jaka wychodziła ze zwykłej wylewki. Zrobiwszy zaś całość zawołałem dzieci celem poinformowania, że nie wolno na taras wchodzić. No i niestety, nie stałem w drzwiach i nie pilnowałem. Jako pierwszy przyleciał Wyjątek, po czym uczynił zadość rodzinnej tradycji. 7 lat temu trzyletni Wyjątek wlazł prosto w świeżo wylany taras, wykonując odcisk swojego buta. Na pamiątkę obok niego odcisnąłem wtedy swojego buta i tak to sobie było aż do teraz:

Bardzo słabo widać odcisk Wyjątka, zatarł się przez lata, ale delikatny zarys widać jeszcze od biedy na prawo od mojego kopyta.
W każdym razie po 7 latach, gdy zawołałem dzieci, jako pierwszy przyleciał Wyjątek (obecnie lvl 10) po czym co zrobił? Ano wlazł mi na niedawno wylane uzupełnienie po rozszalowanej łacie:

Dziecko oczywiście najpierw skląłem szpetnie, mówiąc, że przecie widzi, że świeżo wylane i lezie nie patrząc, ale potem zacząłem się śmiać, że rodzinnej tradycji stało się zadość.

Jako drugi przyleciał Łajza. Ten w nic nie wlazł, ponieważ w jego przypadku całkiem realnym scenariuszem byłoby stratowanie świeżo wylanego tarasu wzdłuż i w poprzek, a potem pobiegnięcie takimi upacianymi zaprawą butami do domu i dalej np. na łóżko, pilnowałem już bardziej. Natomiast sam Łajza (lvl 6) do sprawy podszedł ze zrozumieniem i z pełną powagą, postanowił zrobić dobry uczynek i wykonać tabliczkę z ostrzeżeniem „NIE WCHODZIĆ”. I wykonał:

I to tyle w tarasowym tarasie, obecnie jest on jednolitą, w miarę równą płaszczyzną z 1% spadkiem od ściany. To sobie musi kilka dni postać i będziemy płytkować. W międzyczasie muszę tylko wykonać obmiar i zastanowić się, jak półokrąg uczynić faktycznie półokręgiem, a nie figurą geometryczną wykonaną metodą nacinania deski piłą łańcuchową i jej wyginania „o drzewo”. Ale w tym już mam wprawę, schody wejściowe do Domu w Lesie też są półokrągłe i tą samą techniką budowlańcy je szalowali…

Gotowa wylewka:

A co do Łajzy jeszcze – chłopak z pewną pomocą przedszkola opanowawszy sztukę pisania, od jakiegoś czasu namiętnie tworzy różnego rodzaju komunikaty i ogłoszenia. Na ogół wymagają one z jego strony tłumaczenia, co tam jest napisane, bo samemu odgadnąć się nie da. Na zakończenie niniejszego wpisu dodam ilustrację z albumu rodzinnego pokazującą jedno z takich ogłoszeń. Jest to ostrzeżenie chyba dla nas (rodziców), jest ono jak najbardziej treściwe. Ciekaw jednak jestem, czy ktokolwiek odgadnie, o co chodzi 🙂

 

 

email
This entry was posted in , , . Bookmark: permalink.

4 Responses to A tymczasem…

bajcik
Commented:  15 sierpnia 2016 at 22:21

Daj znać po latach jak ta kanapka (beton+wylewka+zaprawa+klej+płytki) przetrwała opady i mrozy.

    Podobna kanapka tylko zrobiona w pionie na stopniach wejścia frontowego (musiałem kształt stopnia poprawić) ma już dwie zimy za sobą, póki co bez zarzutu. A tu poziomy układ, beton pierwotny nasączony gruntem… oczywiście czas pokaże, ale szczerze mówiąc, nie spodziewam się problemów.

trash_bin
Commented:  16 sierpnia 2016 at 12:01

1. „Uwaga ninja” i chyba „oczywiście ninja”?
2. „Nie wchodzić do ***** tam są drony”?

Blisko? 😉

    Pierwszą kartkę odszyfrowałeś niemal idealnie, w drugim zdaniu jest „oczywiście 1 ninja”.
    Druga zaś – blisko, ale nie. „NIe wchodzić do tego namiotu” (tylko się dziecko zakałapućkało w końcówce zdania) a dalej: „Tam są BRONIE”. Bronie stanowiące wyposażenie Ninja rzecz jasna! Potwierdzam, były.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2018 (7)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0147931
Visit Today : 132
Hits Today : 449
Total Hits : 541564
Who's Online : 1