Articles Written By: Jarek.P

Wpis historyczny nr 2

Ja przepraszam, ale ja muszę. Zainspirowany komentarzem Bajcika pod poprzednim wpisem i ogólnie ogarnięty nostalgią towarzyszącą porządkowaniem wraz z bratem domu po naszych dziadkach, stwierdziłem, że swoją dawną elektronikę jednak muszę uwiecznić. Muszę i koniec. Bo trzymał tego nie będę, prędzej czy później wyląduje ona tam, gdzie jej miejsce, ale chociaż te zdjęcia po niej zostaną.

Tak więc, proszę wycieczki, zakładamy kapcie filcowe, okrycia wierzchnie oddajemy do szatni i idziemy rządkiem, niczego nie dotykając, bo po łapach! I nie gadać tam jeden z drugim, słuchać!

  • Eksponat 1, niestety, bez daty, ale to była jakoś połowa mojej szkoły średniej (czyli późne 80te), moduł woltomierza na będącym wówczas szczytem marzeń układzie C520D. Zwracam uwagę na wyprowadzenia w formie pętelek z miedzianego drutu, oklejonych wokół distalem oraz na radzieckie rezystory MŁT.Strona druku, na której widać wspominane pod komentarzem Bajcika w poprzednim wpisie skutki obcinania brzegów ścieżek skalpelem. Prawda, że „prawie” jak współczesna płytka robiona termo czy chemiotransferem? 😉

Czytaj dalej

email

Warsztat, warsztat…

Za sprawą zamieszczonego ostatnio przepisu na amatorskie płytki „całkiem jak z fotochemii” ruch na stronie mi się zrobił taki, że nawet dla serwera hostingowego okazało się to sporym zaskoczeniem (strona padła sobie niedługo po zamieszczeniu tamtego wpisu). Ewentualnie, jak jeden z kolegów z pl.misc.elektronika stwierdził – przerażeni wizją spadających na łeb obrotów producenci tanich laminatorów próbowali interweniować  :mrgreen:

Czytaj dalej

Transfer chemiczny

Rewolucja, mówię Wam, prawdziwa rewolucja się dzieje. Wszyscy elektronicy amatorzy, pracowicie robiący płytki przy pomocy termotransferu, wywalcie laminatory do piwnicy, oddajcie cichcem podprowadzane żonom/mamom żelazka, to już nie będzie potrzebne. Termotransfer jest zły. Chemiotransfer jest dobry. Jest bardzo dobry, a przy tym o wiele od termotransferu prostszy i nie wymagający żadnych specjalnych urządzeń typu laminator, czy żelazko.

Czytaj dalej

Trzymanko

„Trzymanko” to jedne z licznych słów stworzonych przez Wyjątka niedługo po tym, jak huncwot zaczął mówić, idealnie opisujących przedmiot, które miały opisywać i w związku z tym na stałe włączonych do naszego języka codziennego. Tytułowym trzymankiem zająłem się w oczekiwaniu na wycinanki do drugiej edycji wytrawiarki, a konkretniej, zatroszczyłem się o jakieś zamocowanie halogenowego żarnika mającego pełnić rolę grzałki w szklanej rurce, która będzie jej obudową.

Uprzedzając ewentualną krytykę wyrażoną wprost, bądź mamrotaną pod nosem, przy okazji stukania się w czoło – tak, wiem, że to, co opisuję poniżej to armata na wróble, złocona szczotka do mycia… sanitariatów i generalnie duży przerost formy nad treścią, ale cóż. Panowie mają różnorakie hobby. Na mecze nie chodzę, wódki nie piję, innych tradycyjnych męskich rozrywek, których nie śmiem precyzować też nie używam, to mogę się choć pobawić tego typu drobną twórczością? Mogę? 😉

Trzymanko w formie wydzierganego w Cadzie (solid edge) projektu:

2016-01-07_21-55-28

Czytaj dalej

Świat schodzi na psy.

Nasze starsze dziecię dostało w tym roku od Mikołaja zestaw „Mały Chemik”. Prezent fabrycznie zafoliowany, oceniając po zdjęciu na pudełku wydawał się być całkiem fajny. Mały zestaw, dla młodszego chemika, powiedzmy,  że nie spodziewałem się po nim cudów, ale i miałem nadzieję, że wpisze się choć trochę w rodzinne tradycje i będzie godnie kontynuował historię swojego własnego ojca, który na Młodym Chemiku, tym jedynie prawdziwym, produkcji radzieckiej sie wychował. Tak po prawdzie, tamten zestaw był prezentem otrzymanym przez mojego brata (dostał go pod choinkę w wieku już ciut starszym, niż obecne 9 lat Wyjątka), jednak to ja przy pomocy tegoż zestawu wypaliłem dziurę w rodzinnym stole, a potem drugą, w parkiecie, to ja eksplodowałem sobie probówkę (szklaną) trzymaną w dłoni, to ja mieszając z dzikiej, nieposkromionej ciekawości „to białe z tym czarnym, trochę niebieskiego i może jeszcze żółte, bo ładne” wywołałem reakcję o całkowicie niejasnym dla mnie charakterze, ale wymagającą ekspresowego (bardzo) wystawienia zlewki na balkon. Nie wspominając nawet o tym, że gdy wraz z całą klasą podstawówkową jechaliśmy do pobliskiego PGRu zbierać w czynie społecznym stonkę zrzucaną przez amerykańską agenturę na polskie ziemniaki, na wyprawę tą  pojechałem wyposażony w cały słoik środka, który miał tą stonkę czynić martwą 🙂 Tyle wspomnień, dla porządku jeszcze zdjęcie tego, co mieliśmy z bratem:

bolshoy_nabor_yunyy_himik

Czytaj dalej

Raz na wozie, raz…

No niestety, nachwaliłem się, nazapowiadałem, więc wypada choć napisać, co z tego wyszło. Miała być wytrawiarka nad wytrawiarkami, na widok której płytki same będą trawić. W skrócie powtarzając to, co wcześniej pisałem („coś z niczego„), chciałem zbudować wytrawiarkę z mechanicznym mieszaniem roztworu trawiącego, rzecz wydawała się bezproblemowa, z wirnikiem napędzanym za pośrednictwem sprzęgła magnetycznego. Próby (pokazane w tamtym poście) wypadły wielce obiecująco.

Czytaj dalej

Prawie jak LEGO

Odebrałem właśnie przesyłkę z poczty. I odkąd ją rozpakowałem, minę mam jak kot nad miską śmietany 🙂

Nic więcej nie piszę, uważni czytelnicy (zwłaszcza ci zorientowani elektronicznie) i tak się domyślą, zwłaszcza, że niedawno o tym pisałem, jak poskładam do kupy, to opiszę dokładniej 🙂 A póki co, już nie mogę się doczekać poświątecznego lenistwa, kiedy to planuję składać rzecz do kupy. Już jako dzieciak uwielbiałem zestawy do sklejania modeli z plastiku 😀 , tylko te NRDowskie z moich czasów nie były aż tak dokładnie spasowane 🙂

Czytaj dalej

Junkers story

Przy okazji ostatniego wpisu n/t czyszczenia syfonu w kotle niestety, zbyt szybko odtrąbiłem sukces i spocząłem na laurach, sprawa się okazała nie taka prosta. Jakoś z godzinę po napisaniu tamtego tekstu i wciśnięciu „wyślij”, wszedłem do kotłowni, by po raz kolejny się upewnić, czy nie kapie no i niestety. Kapało. Przyznam, że chwilę zwątpienia wtedy przeżyłem, złapałem za telefon i zadzwoniłem sobie do zaprzyjaźnionego guru d/s kotłownii, a Junkersa w szczególności, mówię jak jest, że ciekło, że syfon pełen syfu, teraz wyczyszczony, drożny, a cieknie dalej, co robić, panie Rapczyn, jak żyć?

Czytaj dalej

Listonosz zawsze puka dwa razy. I takie tam.

Takie pokutują różne tzw. prawdy uniwersalne. Jak choćby wspomniana prawda przez jedną Agatkę uwieczniona, jakoby listonosz miał dwa razy zawsze pukać (co zresztą jest tym trzecim rodzajem prawdy wg podziału ks. Tischnera, bo nasz poprzedni listonosz na starym mieszkaniu dzwonił, walił, telefonował i jakby miał trąbkę pocztową, to na pewno by trąbił i na trąbce, obecny zaś jest strasznie nieśmiały, nie dzwoni, nie puka, w ogóle pokazuje się z rzadka i jak tylko może, unika kontaktu). Mówią też osoby doświadczone i/lub znające się na rzeczy, że sprawy związane z ogrzewaniem, w szczególności kotły grzewcze mają pewien ulubiony miesiąc, w którym się psują najczęściej. Mało tego, mają nawet ulubioną połowę tegoż miesiąca, w której się psują szczególnie często… Czy muszę pisać, o który miesiąc chodzi? 😉

Czytaj dalej

Mikołaj inny, niż wszystkie.

U Wyjątka w szkole konkurs plastyczny ogłosili, na wykonanie dowolną techniką portretu Św. Mikołaja.

Szczerze mówiąc, uwagi bym nawet na to nie zwrócił  Wyjątek też jest bardzo daleki od nawet nie przejmowania się, ale w ogóle zauważania takich obwieszczeń, ale małżonka przeczytała i zagoniła nas wszystkich do pracy (tak, portret mógł być pracą „rodzinną”!). I tak oto powstał portret może nie najwyższych lotów (bo na bazie odręcznego rysunku Wyjątka, który co tu dużo mówić, zdolności plastyczne odziedziczył w 100% po mnie), ale za to z całą pewnością inny, niż wszystkie 🙂

Czytaj dalej

Page 10 of 13« First...«89101112»...Last »