Category: Budowa

Historia jednego blatu

To, że w kotłowni ma być blat było wiadome od samego początku wszechrzeczy, małżonka sobie ten blat wymyśliła jeszcze siedząc nocami nad projektem naszej chałupy: 

No dobrze, może z rysunku nie wynika ten blat wprost, ale widać, gdzie pralka, gdzie zlew i po ich bokach są ścianki wspierające tenże blat – bo że tam będą ścianki z ładnej cegły też było wiadome od początku i od początku było wiadome, że na tych ściankach spocznie blat. bo blat w kotłowni potrzebny jest!

Czytaj dalej

email

Chichot z zaświatów

PIP ¹

Nie chichot z zaświatów a pisk z zaświatów właściwie.

Najpierw bardzo proszę się cofnąć w czasie o 5 lat z okładem i zapoznać się z tą oto relacją z mego Dziennika Budowy. Tą i początek następnej (następnej mojej).

I teraz wracamy do teraźniejszości:
Pisałem wczoraj o konieczności doprowadzenia LANu do piwnicy. A ponieważ od samego pisania LAN do piwnicy się nie dociągnie, wczoraj po pracy postanowiłem się za to zabrać. Stosowny zwój kabla na strychu znalazłem, otworzyłem wejście do szachtu instalacyjnego i biorę się za remanent peszli „rezerwowych” (no tych ułożonych na okoliczność przewodów, które mi do głowy nie przyszły na etapie robienia instalacji):
– tu peszel na zewnątrz,
– ten niebieski to do salonu pod telewizor,
– drugi niebieski to pewnie do mnie do warsztatu,
– ten… kurcze, nie pamiętam, ale do niego jakieś kable wchodzą, to on na pewno nie będzie rezerwą.
– moment… coś mnie się nie zgadza. Zewnętrzny, salon, warsztat, zewnętrzny, salon, warsztat. A GDZIE JEST PESZEL Z PIWNICY, JA SIĘ GRZECZNIE, TAKA JEGO MAMUSIA, PYTAM????????

Czytaj dalej

Brukarstwo

Nie piszę nic, bo czasu nie ma. Wokół domu prace brukarskie ruszyły, a co za tym idzie ja na gwałt musiałem wykonać szkielet zaplanowanego na ten rok nawodnienia. No tak jakoś mi się wydało, że kolejność: najpierw rurki, a potem bruki będzie właściwsza, niż na odwrót 🙂 A ponieważ brukarze zaczęli pracę na już, nie pozostało mi nic innego, niż zabrać się za robotę równolegle z nimi.
Tak więc, kilka ostatnich dni miałem urlop, według wniosku „wypoczynkowy”. I wypoczywałem sobie, ze szpadlem w garści, w męskim towarzystwie, przy pomocy nieskomplikowanego języka z dość uproszczoną interpunkcją prowadząc filozoficzne dyskusje na różnorakie tematy  :mrgreen: a przy okazji robiąc swoje.

Bruki rodzą się… może nie tyle powoli, co długo nie widać efektów, bowiem, zwłaszcza przy skomplikowanym układzie, najwięcej czasu i sił zajmują same przygotowania. Praca jest cholernie ciężka i szczerze mówiąc, chybabym nie chciał w ten sposób na chleb zarabiać.
Kilka zdjęć dokumentujących postępy robót:

Czytaj dalej

Poniedziałkowo

Słuchajcie, czy jeśli pięcioletnie dziecię całkowicie samodzielnie i dość… hmmm… asertywnie zwabia do siebie sześcioletnią sąsiadkę z posesji obok, po czym jak gdyby nigdy nic proponuje jej zostanie na noc, nie kryjąc intencji („możesz spać w moim łóżku”) i planując nawet takie drobiazgi, jak piżama („jak nie masz piżamy, to pożyczę ci swoją”), to jako ojciec dziecięcia powinienem być dumny, czy raczej się martwić? Bo kurczę, generalnie własnemu dziecku zazdroszczę, ja sam nigdy tak śmiały nie byłem, ale z drugiej strony jednak… nie wiem, nie wiem sam, co o tym myśleć 😉

A do domku wracając – po pracy dziś złapałem się za strugarkę i przygotowałem kantówkę na słupy zewnętrzne i oczepy oraz przerobiłem wyciągniętą z samego dna sterty pobudowlanej grubą deskę (35mm) na kompletne schody wejściowe. Znaczy, materiał na nie 🙂 Muszę teraz na spokojnie podumać w pracy (oczywiście, o ile prześladujący mnie ostatnio i nie dający spać w pracy Australijsko-Nowozelandzko-Izraelski kartel sie zlituje i da chwilę wytchnienia), czy jest sens takie cienkie kantówki łączyć w narożnikach na złącza ciesielskie, czy jednak dać sobie spokój i pionowe słupy pomocować normalnie, blaszkami.  Zrobienie tego na czopach nie powiem, kusi, ale bez przesady, u licha. Wg internetów, takie połączenie powinno wyglądac jak na obrazku:

Czytaj dalej

Stan „zero” gotów :)

Buduje się chałupka na całego. Dziś od rana z młotkiem w ręku ciągnąłem coś, co według tradycyjnej budowlanej nomenklatury nijak inaczej nie da się nazwać, niż stanem zero 🙂
Pierwej jednak trzeba było dorobić do konstrukcji nośnej miecze. Oczywiście po wczorajszych doświadczeniach z czopami, do mieczy nawet nie próbowałem podejść z innym sposobem łączenia. Sporo tego było, ale poszło dość sprawnie, gniazda w nogach, czopy w mieczach, zaciosy na drugich końcach mieczy, oto efekt końcowy:

Czytaj dalej

Archiwum

  • 2018 (6)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0137300
Visit Today : 116
Hits Today : 351
Total Hits : 507675
Who's Online : 2
Przejdź do paska narzędzi