Articles Written By: Jarek.P

A tymczasem…

Historia telekomunikacji historią telekomunikacji, ale życie toczy się dalej, prawda? W międzyczasie taras Domu w Lesie się robił. Aż do teraz bowiem miał on dość smętną formę betonowego klepiska w formie pierwotnie pozostawionej nam przez budowlańców. Klepisko owo były przeznaczone do zapłytkowania, jednak było to o tyle kłopotliwe, że klepisko miało pewien mały defekt. Mianowicie: taki taras powinien być wylany ze spadkiem. No i ten spadek…. miejscami go nie było wcale, perfekcyjny poziom był uzyskany, a w jednym obszarze, starannie wybranym tuż przy drzwiach tarasowych – spadek był. Ujemny…

Czytaj dalej

email

Historia Telekomunikacji – część 5

W TPSA, jak ostatnio wspominałem, przepracowałem tylko 6 miesięcy. Bądź aż 6 miesięcy, zależy jak na to patrzeć. Ale mniejsza o to, moja pisanina ma być historią telekomunikacji, nie Jarka.P żali do całego świata 🙂

Pożegnawszy się z tepsą przez kilka tygodni byłem bezrobotny, a że akurat były wakacje, ja zaś zobowiązań nie miałem żadnych, to używałem sobie. Ot, rozsyłałem jakieś CV, nawet jakieś pomysły na własny biznes miałem (które nigdy z fazy pomysłu nie wyszły), aż wreszcie któregoś dnia kolega z roku wspomniał, że ktośtam od nas „do simensa poszedł”. I że tam przyjmują wszystkich jak leci, dobrze płacą, dają służbowe samochody i mieszkania służbowe nawet zapewniają! Oczywiście, że się zainteresowałem, kto by się nie zainteresował, prawda? Troszeczkę co prawda mi bruździł fakt, że była to praca w samej stolicy, ja zaś wtedy mieszkałem z rodzicami w niedużym mieście jakieś 100km od Warszawy, jednakże nie był to dla mnie wielki problem. Usamodzielnić się już chciałem, poza tym w moim mieście wtedy szalało bezrobocie największe w województwie (główny pracodawca na cały region, jedne z większych zakładów przemysłowych w Polsce zostały chwilę wcześniej „sprywatyzowane”, głównie przy pomocy wielu ciężarówek, a potem iluś kłódek), w pobliskich większych miastach nie udało mi się znaleźć innej, sensownej pracy, a że w domu nic mnie właściwie nie trzymało, postanowiłem zaryzykować. Kolega udostępnił namiary, zadzwoniłem, miły pan po drugiej stronie potwierdził, że poszukują inżynierów, bardzo się zainteresował, gdy powiedziałem, że jestem byłym pracownikiem TPSA i poprosił o CV. Wysyłałem je faksem, na poczcie, podobnie zresztą, jak kilka wcześniejszych, do innych firm. Faks wydrukował potwierdzenie, ja zaś przeżyłem lekkie zdziwienie, gdy zamiast spodziewanego „Siemens” zobaczyłem na potwierdzeniu jakiś dziwny i kompletnie mi wtedy nic nie mówiący skrót ZWUT.

Żupnicza_–_Mapy_Google_-_Google_Chrome_2016-08-12_10-48-18

(źródło: google streetview, celowo przedstawiam mniej atrakcyjny widok od strony „produkcji” a nie reprezentacyjnego budynku głównego, bo po pierwsze w czasie, gdy się tam zatrudniłem, budynek główny był jeszcze rozebrany do gołej żelbetowej konstrukcji, po drugie, ZWUT a potem „nasza” część Siemensa mieściła się własnie w tej mniej reprezentacyjnej części, w głębi za widoczną na zdjęciu halą)

Czytaj dalej

Historia Telekomunikacji – część 4

telefonia nośna

W ostatnim odcinku opisałem „kabel specjalny” dekorujący mą przełącznicę. Nie był on jednak jedynym nietypowym elementem znajdującym się tamże. Było też trochę sprzętu wydającego mi się wtedy szczytem techniki, a służącego do rozmnażania linii telefonicznych. Tak, właśnie rozmnażania. Bowiem największą bolączką ówczesnej telekomunikacji był ustawiczny brak tychże. „Brak możliwości technicznych” to była najczęstsza odpowiedź otrzymywana na wniosek o założenie telefonu, a gdy pechowi niedoszli abonenci próbowali wyjaśniać, co się za tym stwierdzeniem kryje, tłumaczono im to w sposób jeszcze mniej dla nich zrozumiały: „brak wolnych par”. Cóż, jeśli na jakieś osiedle szedł sobie kabel stuparowy, mógł on obsłużyć stu abonentów. Teoretycznie. Teoretyczny sto pierwszy kandydat na abonenta, choćby się nawet wściekł, telefonu nie otrzymał, bo… bo brakło wolnych par właśnie. Nie było go jak połączyć do centrali.

Czytaj dalej

Historia Telekomunikacji – część 3

Zgodnie z obietnicą, w niniejszym odcinku będzie więcej o pomiarach linii. Jak pisałem, najczęściej była to dla mnie kwestia kilku kliknięć w komputerze i poczekania kilkunastu sekund na rezultat. Bywało jednak, że z jakichś przyczyn linii w ten sposób zmierzyć się nie dało, bądź pomiar z jakichś powodów bywał niewiarygodny. Wtedy z pomocą przychodził pomiar tradycyjny. A żeby zmierzyć linię tradycyjnie, trzeba się było do niej najpierw wpiąć. Niemal wszystkie linie abonenckie obsługiwane przez mój oddział kończyły się za moimi plecami, na przełącznicy, którą już pokazywałem w pierwszym odcinku, a żeby było wiadomo, o czym piszę, pokażę ją jeszcze raz:

Feb04_37 Czytaj dalej

Historia Telekomunikacji – część 2

kabel01

Na początek, jako uzupełnienie do poprzedniego odcinka dodam jeszcze jedną służbowa rozmowę telefoniczną, która zapadła mi w pamięć, a o której wczoraj zapomniało mi się, może dlatego, że tym razem była to moja wpadka. Tak mam, że jeśli jestem czymś zaaferowany, nad czymś mocno „główkuję”, a jestem sam, to zwykle gadam do siebie. Często przy tym rzucam mięsem, wygłaszam całe przemowy do opornych przedmiotów (że nieożywione? Nieważne, skoro zachowuje się tak wrednie i złośliwie, to nie może być martwe do końca!) i ogólnie, gdyby np. postawić mi dyskretnie za plecami dyktafon w trakcie choćby robienia instalacji w Domu w Lesie pamiętnej zimy 2009/2010 (szczegóły: –> Dziennik Budowy i tamże szukać choćby wpisu na temat opornego wiertła ustawicznie wypadającego z koronki, dość dobrze oddaje klimat), byłaby z tego niezła komedia.

Czytaj dalej

Historia Telekomunikacji

Dla odmiany i dla… powiedzmy ubarwienia mego blogu, zamieszczę sobie bardzo subiektywną historię telekomunikacji widzianej moimi oczami, w świetle mej kariery zawodowej. A ponieważ miała ona (kariera) miejsce akurat na przełomie  technologicznym tejże telekomunikacji, mam nadzieję, że będzie to ciekawe.

Feb04_37

Czytaj dalej

Fajrant

Miała być dzisiaj ładna pogoda, a przynajmniej tak twierdziła wczorajsza prognoza. Dzisiejsza poranna prognoza już co prawda zapowiadała opady (i zważywszy na to, że od świtu za oknem lało jak z cebra, dziwne by było, gdyby nie), ale od południa miało być już pochmurno, ale sucho. Niestety. Pogoda jest świnia, ciągle leje za kołnierz, robić się nie da, więc w końcu szlag mnie trafił, robotę porzuciłem, a ponieważ dawno już nic nie pisałem, w ramach fajrantu siedzę i stukam. Trochę odsapnę, to pójdę sobie stukać w warsztacie, póki co zaś – podsumowanie.

Na pierwszy ogień – domek na kurzej łapce. No ten wykonany w zeszłym roku, tak w sumie to on jest na czterech łapach. Miał mieć okiennice. I jeden komplet już ma. Drugi komplet, podobnie, jak balustrady i kota na szczycie dachu  – też będzie miał. Kiedyś. (może w przyszłym roku?)

Czytaj dalej

Renament

Czas na kolejny renament – nie mylić z remanentem. Remanent to remanent, znaczenie można sobie sprawdzić w słowniku, jak ktoś nie wie, renament zaś to coś więcej, to zarówno nazwa czynności, jak i przede wszystkim wymówka. Wymówka, dlaczego sklep zamknięty, czy też dlaczego nowych wpisów nie ma. I o to właśnie chodzi 🙂

Zacznę od pergoli, bowiem jest to jedyny rezultat renamentu, który jest w 100% pozytywny. Pergola jest skończona, obsadzona różami i gotowa do zasiadania. Dodaję zdjęcie jeszcze bez róż, bo z tego całego zamieszania zapomniałem zrobić, potem podmienię:

Czytaj dalej

Pergola. Ale też 3D

Jako przerywnik od bojów z drukarką, krótka relacja z montażu pergoli:

Pergola ta ma za zadanie zamykać optycznie nasze areały, a jednocześnie stanowić bazę dla róż pnących, została sobie ona wymarzona przez mą małżonkę, w wymarzonej formie znaleziona na allegro i tamże zamówiona. Tyle mojego, że przyjechała w formie bezładnej sterty desek i deseczek, z jedynie na gotowo zrobionymi kratownicami. A ja to sobie jedne pół weekendu malowałem, a drugie pół – skręcałem. To co powyżej nie jest jeszcze kompletne, brakuje ozdobnych „krokwi” na dachu oraz wykończenia donic. Same donice też trzeba wypchać styropianem, uszczelnić folią i zasypać ziemią, dopiero wtedy będzie można odbębnić sprawę jako ukończoną. Co też, swoją drogą, byłoby małym cudem, bo zwykle w Domu w Lesie jest tak, że kolejne pomysły są robione tak w 80-90% i porzucane „na później” 😉
Ale tu jest szansa, donice wykończyć muszę, bo mi małżonka żyć nie da, jak nie będzie mogła róż wsadzić, a krokwie to już niewielka robota, po prostu wczoraj brakło mi i odpowiednio długich wkrętów i odpowiedniego zapasu siły.

Czytaj dalej

Moda na Sukc… tfu, na drukarkę, odcinek 3

Pierwsza z przesyłek czołgających się do mnie z Chin właśnie się doczołgała, dzięki czemu można było popchnąć prace okołodrukarkowe do przodu. Aktualnie mam właściwie kompletną mechanikę XYZ, brak jedynie krańcówek (kupiłem złe, muszę kupić dobre) i montażu stołu (z czym się nie spieszę, żeby nie przeszkadzał w obecnych pracach). Tak to wygląda obecnie (a ja, jak poprzednio, proszę o skupienie wzroku na pierwszym planie zdjęcia 😉 )

Czytaj dalej

Page 5 of 12« First...«34567»10...Last »
Przejdź do paska narzędzi