Articles from: 2015

Z księgi myśli głębokich Jarka.P

Hasło na dziś:

Najpierw zamawiaj komponenty, dopiero dorabiaj do nich resztę. Nie odwrotnie!

O co chodzi? Ano o to, że spawając ramę pod jedną z szafek stołu warsztatowego radośnie założyłem wykorzystanie typowych prowadnic rolkowych pod szuflady i pod takie prowadnice wspawałem wzmocnienia. Co do milimetra, geometria – żyleta, normalnie mucha nie siada. Po czym zamówiłem w internecie prowadnice. Dla własnej wygody wybierając takie typu „metalbox”, żeby prościej było szuflady mi potem robić. Dziś chciałem montować to wszystko do kupy i co się właśnie okazało? Ano, że normalne prowadnice są owszem na spodach szuflad, ale metalboxy, które kupiłem mają prowadnice u góry…

 

email

Ja sobie tutaj żarty z własnego dziecka w poprzednim wpisie urządzam, a wygląda na to, że chłopak naprawdę pała (uczuciem pała) i to mocno. Wczoraj przed snem przyszedł do mamy z telefonem w ręku (stara komórka bez sima, zostawiona dzieciom do zabawy), z którego z youtuba leciała jakaś muzyka i pytanie poważne zadaje:
– mamo, mamo, czy ta piosenka jest romantyczna?

Czytaj dalej

Tak na marginesie i bardziej dla utrwalenia dla potomności: Łajza (lat 5) jest, jak się okazuje, bardzo stały w uczuciach i konsenwentnie zmierzający do celu. Wspominanej już tutaj sąsiadce zza płotu oświadczał się już gromkim głosem jako trzylatek, niedawno pisałem o tym, jak proponował jej zostanie na noc, oferując własne łóżko do spania i planując nawet takie szczegóły jak brak piżamy u dziewczynki. W ten weekend zaś nastąpiły plany długofalowe: „jak już będziemy dorośli, to się z tobą ożenię” :)))

No fakt, że nie sama sąsiadka dla niego istnieje, w przedszkolu są co najmniej dwie koleżanki (z różnych grup!), potrafiące biegiem się zerwać, bo Łajza wychodzi nie pożegnawszy się pierwej, ale tu wiadomo, stare przysłowie powiada, że przy jednej…. khem… przy jednej mysiej norce żaden kot sie nie wyżywi (żona, ja tylko teoryzuję!). Stałość uczuć jest? Jest! Poważne plany na przyszłość są? Są! No to o co chodzi? 😉

A jednak domek

Miało już nie być o domku, ale ponieważ jeden komplet nóżek, które kupiłem do stołu warsztatowego okazał się być o numer za mały, a mi sie trochę nie chciało dziś ekstra do sklepu jechać, stanęło w końcu na dokańczaniu domku. Trudno się mówi, to też w końcu kiedyś trzeba było.

  1. Obramowanie drzwi, zgodnie z życzeniem małżonki, nie z żadnej klepki boazeryjnej z obciętymi felcami, jak okna, tylko z solidnej, w miarę szerokiej dechy. Na zdjęciu jeszcze przed malowaniem:

Czytaj dalej

Nie samym domkiem człowiek żyje.

Domek – stop! Bo ileż można. Dorobię komin, czy tam barierki, pokażę, ale póki co zmiana tematu. Bo warsztat czeka. A w nim kąt przewidziany na drugi stół warsztatowy. Stół o tyle masywny, że docelowo ma dźwigać dość ciężką maszynę.
Stół ma mieć wygląd typowego przedwojennego biurka, z szafką z jednej strony, szufladownikiem z drugiej i centralną szufladą pośrodku, a po całości solidny, grrruuubyyy blat!

Na zdjęciu poniżej tenże blat w trakcie powstawania, z boku widać materiały na resztę stołu, pracowicie pocięte przez pracownika pobliskiej hurtowni stali (a  nawiasem mówiąc, ja po raz kolejny stwierdzam, że żyję właściwie w idealnym miejscu na ziemi dla majsterkowicza: wszystkie liczące się markety budowlane w zasięgu wycieczki rowerem, hurtownia stali ulicę dalej, tartak trzy ulice dalej, czego więcej trzeba do życia?):


Czytaj dalej

Szpieg z Krainy Deszczowców!

Słuchajcie, siedzę ja sobie późnym wieczorkiem, przeglądam internety (szukając kogoś, kto nie ma racji rzecz jasna 😉 ), jedno dziecię śpi, drugie jest właśnie przez małżonkę układane, na dole domu jestem więc sam, oczywiście jeśli nie liczyć legiona pająków, muszek owocówek (na które sezon niestety w pełni) i tych ciem, które za dnia wleciały. Siedzę, grzebię w internetach i nagle kątem oka widzę, że coś mi się na skraju pola widzenia RUSZA!!!! Tu na dole, na którym nikogo prócz mnie być nie ma prawa!

Kto inny by może z piskiem na krzesło wskoczył, na zawał zszedł, albo choć „łojezu” zakrzyknął, ale nie jaaa, o nieee, oglądało się w końcu tego Terminatora, przeszło się wszystkie części Half Life, Medal of Honor i Call of Duty na dokładkę. Tak więc zadziałały odruchy, w ułamku sekundy nacisnąłem Ctrl i A, przetaczając sie na bok szybko stuk w trójkę, żeby zmienić broń na shotguna i padając już na ziemię, wygarnąłem z obu luf w stronę wroga.
Niestety, zdążył się schować, skubany. Umknął za drzwi i tam wcisnął się w kąt, w nadziei, że dzięki barwom maskującym uda mu się ukryć. NIedoczekanie! Ująłem gada (płaza znaczy) żywcem!

Czytaj dalej

Pomalowane!

 

I tyle w temacie. Brak pokrycia dachu, komina, barierek, obramowania drzwi, okiennic oraz rozety na szczycie kalenicy. Od wczoraj prócz koloru przybyło również kilka detali wykończeniowych, z deskami „wiatrownicami” (na brzegach dachu) na czele. No i jeszcze może z jedną warstwę impregnatu na całość dam.

Wiecha!

Dziś skończyłem dach. Oczywiście, zgodnie z wszlekimi regułami sztuki budowlanej, na szczycie dachu została zatknięta wiecha. W roli wiechy wystąpiło pierwsze zielsko, które się pod rękę nawinęło, lebioda, czy inne diabelstwo, wybaczcie, nie miałem głowy do wicia wianków, symbol się liczył!

Czytaj dalej

Urlop z młotkiem w garści – to jest to, co tygryski lubia najbardziej! I choć co prawda akurat do tygrysa to mi jest tak nie bardzo, to nie ukrywam, że taka forma spędzania urlopu odpowiada mi chyba najbardziej 🙂

Weekend spędziliśmy u rodziny, dlatego domek stał sobie odłogiem, ale dziś udało mi się nadgonić. Skończyłbym ten dach, gdyby nie zabrakło materiałów, trzeba kupić. Na chwilę obecną zaś, chałupka prezentuje się tak:

Czytaj dalej

Hej kolęda, kolęda

Dla odmiany od dniesień na temat budowy domku na kuniej łapce historyjka z Łajzą (lat 5) w rolach głównych.

Wyobraźcie sobie: dość uroczysta kolacja z oakzji urodzin dziadka rzeczonego Łajzy, dorośli siedzą przy stole, rozmawiają o jakichś nudnych pierdołach, dziecię znudzone śmiertelnie postanowiło w końcu rozruszać towarzystwo. Celem rozruszania całkowicie spontanicznie i bez zbędnych zapowiedzi odśpiewał ni stąd ni zowąd pełnym głosem piosenkę:

Pójdźmy wszyscy do lodówki
po kiełbasę i parówki
powitajmy anananasa
co nam biega na golasa.

Tak, wiem, porządni rodzice powinni dziecko skarcić, wytłumaczyć, że była to piosenka niesmaczna, nie na miejscu i w ogóle. Ale cóż, nie daliśmy razy. Całkowicie niepedagogicznie popłakaliśmy się wszyscy ze śmiechu. Śledztwo odprawione potem wykazało, że Łajzę piosenki tejże nauczył Wyjątek, a ten z kolei zna ją od swojego kolegi ze szkoły. Tu śledztwo umarło. A piosenkę utrwalam ku pamięci. Dorośnie, zacznie dziewczyny sprowadzać, będzie o czym opowiadać 😀

Page 3 of 4«1234»

Archiwum

  • 2018 (7)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0165155
Visit Today : 10
Hits Today : 65
Total Hits : 587666
Who's Online : 1