Jak mąż mówi, że zrobi, to zrobi!

… i nie trzeba mu co roku przypominać!  – ten przechodzony już, ale wciąż aktualny dowcip właściwie powinienem sobie gdzieś podwiesić u góry strony jako motto życiowe, bo takich spraw, które wciąż powtarzam, że zrobię, mam o, taaaaką dłuuuuugą listę. I najgorsze jest to, że ta lista się nie kurczy, a raczej rozrasta. Szczęśliwie jednak, co jakiś czas udaje się z takowej listy cośtam wykreślić. I dziś właśnie o jednej z takich pozycji będzie. Mianowicie, wspominana nawet całkiem niedawno żarówka LED doczekała się wreszcie zainstalowania: oto i ona:

Na zdjęciu rzeczona żarówka – ledówka już zamontowana w oprawie. Odgrażałem się co prawda, że z montażem poczekam do cieplejszych dni, bo praca ze szczytu aluminiowej drabiny na mrozie nie jest tym, czego pragnę, ale w weekend musiałem na drabinę i tak wejść, bo szwankować mi zaczęła jedna z kamer monitoringu. A jak już miałem drabinę wyciągniętą… to wykorzystałem okazję do końca 🙂

O samej ledówce pisałem tutaj, wspominałem w niedawnym wpisie o zamawianiu płytek drukowanych w chińskiej wytwórni, tamże pokazana była też surowa płytka w stanie „właśnie przyszła od Chińczyka”. Dla przypomnienia – idea była taka, że oprawa ma świecić na życzenie „pełną mocą”, a prócz tego, po zmroku ma w automatycznym trybie do rana bździć słabym światłem, które niczego nie oświetli, a jedynie będzie ładnie wyglądać na elewacji. Realizację tej idei właściwie widać na zdjęciu: normalna żarówka LED do świecenia mocnego i dorobiony wianuszek LED do świecenia bżdżącego 🙂 Wianuszek miał wchodzić na oryginalną oprawę na wcisk, ale dla pewności poobklejałem go jeszcze poxiliną. Nie jest to może najestetyczniejszy sposób montażu i całość przez to wygląda, jakby przy tym grasowała banda dziesięciolatków wyposażona w gumy do żucia, ale… spełnia swoje zadanie, a że zasłonięte kloszem, to oglądać tego nikt i tak nie będzie.

Ledówka w stanie zlutowanym, jeszcze na stole warsztatowym w trakcie testów 🙂

I rzeczone testy: 

A tak to wygląda już w stanie zamontowanym na elewacji, świecą tylko te wianuszki:

I dla porównania – włączone oświetlenie główne 🙂

Zdjęcia robione przy wieczornej szarówce, bo chciałem, by prócz lamp coś jeszcze było widać. W każdym razie oświetlenie „bżdżące” jest chyba jeszcze za silne, więc chyba jeszcze je osłabię, postaram się zejść poniżej 1W na lampę (aktualnie 2W energii pobiera z sieci, z czego na LEDy idzie 1,6W) zrobię to dorzucając w szereg w linię zasilającą po kondensatorze 1uF/400V, nie chce już mi się tych lamp zdejmować.

email
This entry was posted in , . Bookmark: permalink.

4 Responses to Jak mąż mówi, że zrobi, to zrobi!

Bajcik
Commented:  14 lutego 2018 at 18:53

Jak to zasilasz? Iloma przewodami i napięciami?

    Trzema 🙂 Wspólny neutralny i dwa fazowe, oba oczywiście zasilane z 230V. Gdybym pomyślał o takim rozwiązaniu na etapie robienia instalacji, podprowadziłbym tam osobne przewody, a tak musiałem sobie radzić z tym, co mam. Oprawy są w drugiej klasie izolacji, więc brak PE, choć jest niewątpliwym błędem w sztuce, nie jest problemem elektrycznym, a raczej formalnym, z którym będę musiał jakoś żyć 😉

      bajcik
      Commented:  15 lutego 2018 at 00:34

      Spodziewałem się wymyślnej elektronicznej magii, w stylu zasilanie dwoma napięciami i jakiś układ sterowania, albo prąd stały spolaryzowany w te albo we wte, albo prąd przemienny z uciętymi górnymi albo dolnymi połówkami albo cośtam.
      A tu tylko osobna żyła 🙂

        Dałoby się, ale to by mocno komplikowało zawartość lampy i sterowanie. Rezygnacja z przewodu PE wydała mi się prostsza, nawet jeśli nie do końca zgodna ze sztuką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2018 (3)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0126766
Visit Today : 117
Hits Today : 308
Total Hits : 464020
Who's Online : 1
Przejdź do paska narzędzi