Wytrawiarka – reaktywacja

Stacja sto sześćdziesiąta czwaaartaaaaaa! Wytrawiaaarkaaaa idzieee do woooojskaaaa!

O wytrawiarce pisałem tu sporo, dziś mija właściwie równa druga rocznica rozpoczęcia wytrawiarkowego tematu na moim blogu. W tym od lutego 2016, gdy odtrąbiłem pełen i 100% sukces nie pisałem o niej wcale. Najwyższy więc czas nadrobić zaległości i do wytrawiarki wrócić. 

Wytrawiarka wersji drugiej mimo pięknych założeń, długofalowo okazała się być niewypałem. Czy może raczej, militarnych analogii się trzymając, taką armatą, co czasem i własnej obsłudze krzywdę robi. Znaczy, działała, owszem, przez te półtora roku nie próżnowała, ja nie wszystkie swoje prace tu opisuję, ale właściwie ciągle w czymś dłubię, więc i wytrawiarka była momentami w regularnym użytkowaniu. Początkowo było pięknie. Potem zaczęło ciec. Gdzieś przy grzałkach, co ładnie mi wykrył i zasygnalizował wbudowany w wytrawiarkę układ ostrzegania przed wyciekiem. Okazało się, że szklana rura przechodząca przez pleksiane akwarium inaczej się przy rozgrzewaniu rozszerza, inaczej pracuje, niż szkło, miejsce klejenia zaczęło przeciekać, dodatkowo klej „na gorąco” użyty w roli szczeliwa niestety częściowo spłynął sobie. Wydłubałem go do czysta, zamiast niego użyłem wstrzykiwany strzykawką klej butaprenopodobny (elastyczny). Jakiś krótki czas było ok, a potem zaczęło ciec jeszcze gorzej. Znów wydłubałem klej, pękając sobie przy okazji rurkę z grzałką, wstawiłem nową rurkę i wcisnąłem w szczeliny między nią, a korpusem gumowy oring. Oringi okazały się być szczelne, ale wtedy jakieś cuda zaczęły się dziać z samym akwarium. Po pierwsze, ściany przednia i tylna, wykonane z grubej plexi 5mm zaczęły się zapadać do wnętrza, chyba od temperatury. Koszyk do płytek, wykonany tak, że wchodził do wnętrza z dwumilimetrowym luzem nagle zaczął wchodzić bardzo ciężko, z dużym oporem i przeraźliwie piszcząc. Podszlifowałem go trochę, ale i tak wpychało się go do wnętrza, nie wkładało. Dodatkowo przecieki pojawiły się na krawędziach. Nieduże, nie lało się tak, by była kałuża wytrawiacza pod urządzeniem, ale wzdłuż krawędzi robiły się fajne krystaliczne wykwity, tym bardziej turkusowe, im bardziej przechodzony wytrawiacz był w środku 🙂 A roztworu trawiącego wewnątrz jakoś powoli powoli ubywało… Dodatkowo, coś znów zaczęło się dziać przy oringach, tym razem w sposób bardzo nieznaczny, jednak wystarczający, by i tam pojawiły się wykwity solne, a kontakty do grzałki zaczęły korodować. Co skutek miało i ten, że grzałka czasem grzała, a czasem nie.

Dosyć! Żeby nie przedłużać, zbiornik od tamtej wytrawiarki wylądował w końcu w koszu. Ja zaś zamówiłem nowy zbiornik. Szklany. Klejony przez profesjonalistę, na codzień produkującego akwaria. Przy okazji postanowiłem całkowicie zmienić podstawowe założenia projektu, przede wszystkim rezygnując całkowicie z napowietrzania. Napowietrzanie bowiem chyba najbardziej komplikowało konstrukcję dotychczasowego zbiornika, jego funkcją zaś miało być tylko i wyłącznie mieszanie roztworu. Bez sensu trochę, prawda? Tyle pracy i zachodu by uzyskać coś, co można uzyskać na tyle innych sposobów. 
Tym razem wymyśliłem sobie, że nie będę mieszał roztworu, będę poruszał samą płytką. A jak? Magnetycznie! Do koszyka trzymającego płytkę postanowiłem przymocować magnes, a za zbiornikiem dodać wirujący dysk z drugim magnesem. O, coś mniej więcej takiego:

u dołu koszyka od biedy widać magnesy „odbiorcze” wstawione w nawiercone wgłębienia między dwa kawałki grubej plexi, które to kawałki zostały ze sobą szczelnie sklejone, a następnie wklejone między ramiona koszyka. Napęd zaś z magnesami nadawczymi widać poniżej:

Konkretnie widać tu jeden magnes i miejsce na jego kolegę, jeszcze nie wklejonego w momencie robienia zdjęcia. Oba magnesy oraz całe łożysko tego kółka wraz z ośką pochodzą ze zdemontowanego dawno temu twardego dysku. Interesujące fragmenty wnętrzności oczywiście zostały zostawione „bo to się może przydać” i jak widać, przydały się idealnie. Do tego silniczek z przydasiów chomikowanych jeszcze długie lata temu, z czasów magnetofonów kasetowych – tenże silniczek pochodzi bodajże z polskiego „Walkmana” Kajtek (choć bez pewności to piszę) i tak, też został kiedyś zostawiony, bo się może przydać. Choć on akurat wyjątkowo długo na swoją szansę drugiego życia czekał, bo coś ze 20 lat…

Całość, jeśli chodzi o swe przeznaczenie, działa pięknie. Koszyk z płytkami jest delikatnie, ale wyraźnie ruszany, całość lekko wibruje, nie aż tak, by na powierzchni roztworu się piana robiła, ale całkowicie wystarczająco by osiągnąć to, o co chodzi – by roztwór przy powierzchni trawionej cały czas był w ruchu. Powiedziałbym nawet, że taki sposób jest o wiele skuteczniejszy od mieszania bąbelkami powietrza, a mechanicznie jest to tak proste do wykonania, że zdecydowanie taka metoda budowy wytrawiarek zasługuje na spopularyzowanie. 
Problemem przy tej wersji wytrawiarki zaś okazało się być grzanie. Pierwotnie chciałem mieć maksymalnie prosty zbiornik, bez bajerów, więc i rura z halogenem robiącym za grzejnik miała wypaść. Wymyśliłem sobie, że będę zbiornik grzał przez dno, od spodu. Przy okazji jakichś zakupów elektronicznych w TME dorzuciłem dwa płaskie oporniki grzejne, zrobiłem to tak:

Do dna akwarium przyklejony silikonem aluminiowy płaskownik, do niego zaś przyklejone dwie grzałki oraz przykręcony termostat („przydaś” z demontażu oryginalnej elektroniki laminatora) pilnujący temperatury płaskownika 160°C. I też w teorii miało być wszystko fajnie, płaskownik rozgrzany do 160°C miał grzać przez szkło roztwór trawiący do temperatury max. 55-60 stopni. I w sumie… wszystko działało. Tylko, że po pierwsze sprawność przekazywania ciepła była tragicznie wręcz mała, grzałka 200W mocy rozgrzewała płaskownik do właściwej temperatury piorunem, ale roztwór od niej poprzez szkło rozgrzewał się taaak baaaardzooo woooolnooo, że osiągnięcie temperatury nominalnej (startując od pokojowej 22 stopnie do docelowej 45) to było jakieś pół godziny! 
Stwierdziłem, że zaryzykuję i podniosę temperaturę. Miałem jeszcze jeden taki termostat na 200°C, podmieniłem. Teraz grzało zauważalnie szybciej, ale podejrzewam, że i tak byłoby potrzebne z 15-20 minut. Piszę „podejrzewam”, bowiem nie dane mi było tego zmierzyć, przy pierwszej próbie najpierw odlutował się przewód od grzałki (widać miejscowo się rozgrzewała do wyższej temperatury, niż te 200 stopni. A chwilę później odkleiła się druga z grzałek. 

Co było robić, pokląłem, popsioczyłem, pokopałem ze złości w ścianę i… i wróciłem do grzałki wewnątrz akwarium. Szklarz u którego zamawiałem to akwarium nie ma nic przeciwko wierceniu otworów w ściankach, już w tym pierwotnym był jeden otwór na probówkę z czujnikiem temperatury. A że kwota, jaką zapłaciłem za wykonanie takiego akwarium nie była znów tak wielka, by jej ponowne wydanie miało wydawać ból głowy wywołany sknerstwem, postanowiłem zamówić zbiornik ponownie. Wcześniej zaopatrując się w parę metrów cienkiego drutu kanthalowego i w sklepie z wyposażeniem laboratoriów chemicznych metr rurki ze szkła kwarcowego. Testy „nabiurkowe” grzałki mam uwiecznione na zdjęciu, sprawdzałem zaś, czy w ogóle uda mi się zrobić grzałkę wymaganej mocy, z taką średnicą by weszła mi do rurki Ø8mm (wewn. Ø6,4mm). Udało się: 

Zmierzona moc elektryczna grzałki różniła się od wyliczonej teoretycznie o 5% (miało być 300W, wyszło 315), więc też ok. Po lewej stronie zdjęcia widać drewniany klocek będący częścią „maszynki” do skręcania spirali, u góry zaś, zaraz przy wkrętaku jest pręt – korba, na którym sprężyna była zwinięta. Kilku prób wymagało zanim załapałem, jak taką spiralę skręcać, ale jak już zaczęło wychodzi, to wyszło. Stare prodiże, żelazka (te z głębokiego PRLu, jeszcze z rozbieralną stopą) i „maszynki” mogę regenerować, jakby co 🙂
Szklarz za kolejne 30zł dorobił nowy zbiornik, o centymetr wyższy (pod koszykiem, którego nie chciałem przerabiać musiała się zmieścić jeszcze rurka z grzałką) i z wklejoną szklaną rurą. Tym razem szkło klejone ze szkłem, więc już nie przewiduję problemów z rozszerzalnością termiczną, jak to było w przypadku akwarium z plexi. 

Cała reszta wytrawiarki – zaadoptowałem to, co zostało z tej pleksianej. Nawet elektronikę zostawiłem tamtą, minimalnie ją modyfikując pod nowe potrzeby (zamiast „brzęczykiem” zasilanym z 230V steruję teraz silniczkiem DC, a grzałka nie ma już 500W i nie musi mieć już sztucznie obniżanej mocy przez zasilanie po jednopołówkowym wyprostowaniu). Jedynie obudowę zrobiłem od nowa, jednak zachowując styl poprzedniej 🙂 Stary został również „cyferblat”, co widać zresztą na pierwszym zdjęciu – cały czas jest tam „Wytrawiarka 2.0 i data sprzed niemal dwóch lat.
Elektronika i zbiornik tym razem mocowane na kształtkach z drukarki 3D:

Jeszcze zbliżenie na bok zbiornika:

Końce grzałki są zamknięte silikonem wysokotemperaturowym i w termoodpornej koszulce wyprowadzone na zewnątrz. Końce spirali są skręcone podwójnie, więc grzeją się minimalnie, zastosowanej tutaj złączki, gdyby ktoś miał wątpliwości, nie rozgrzewa to w ogóle. A i jak widać, tym razem nie ma elektrod układu ostrzegającego przed wyciekiem. Raz, że mam do tego szklanego zbiornika dużo większe zaufanie i nie wydaje mi się, by zaczął przeciekać, a dwa – stare grzebienie zostały „zjedzone” przez wycieki, żeby zrobić nowe musiałbym je w czymś wytrawić, a przejściowo nie było w czym 🙂 Teraz już jest, może przy okazji jakiejś robótki dorobię. Elektronika taką możliwość daje, więc w sumie, czemu nie skorzystać, dla świętego spokoju choćby.

Na wcześniejszym zdjęciu pod zbiornikiem widać pasek LED, który podświetla płytkę w trakcie trawienia. Szczęśliwie robiąc elektronikę starej wersji przewidziałem taką możliwość, teraz się przydała idealnie. Poprzednio płytkę podświetlała sama grzałka (była nią halogenowa żarówka), obecna spirala nie świeci w czasie pracy w ogóle, a do podświetlania płytki przy trawieniu przyzwyczaiłem się (świetnie się dzięki temu oceniało, czy już, czy jeszcze), więc tu podświetlenie rzecz jasna musi być!:

W środku akwarium jest woda, „kranówa”, niedawno wlana, stąd bąbelki powietrza, ale to i dobrze, ciekawy efekt dały 🙂

Jak to działa? Okaże się w praniu, ale pierwsze wrażenia są świetne. Szybko się rozgrzewa (od pokojowej do 45 stopni w 5 minut 20 sekund), ładnie trzyma temperaturę, płytka pięknie „dryga”. O ile znów nie wyjdą jakieś nieplanowane problemy, powinna być to wytrawiarka idealna 🙂

Jeśli weny twórczej mi starczy, spróbuję jeszcze w niej poprawić podświetlenie dotykowych „przycisków” – w założeniach pola dotykowe miały być podświetlane delikatnym równomiernym poświetleniem, niestety wtedy poległem na zrobieniu odpowiedniego elementu rozpraszającego światło, próbowałem go wyrzeźbić z plexi, efekty były… nędzne. Machnąłem wtedy ręką i pod pola przycisków wstawiłem diody led, co niestety nie daje zbyt estetycznego efektu. Teraz możliwości wytwarzania detali z tworzyw sztucznych mam większe o całą epokę technologiczną, stosowny element spróbuję po prostu wydrukować z przezroczystego tworzywa PET-G na drukarce. 

email
This entry was posted in , . Bookmark: permalink.

5 Responses to Wytrawiarka – reaktywacja

Adam
Commented:  11 grudnia 2017 at 12:22

Super projekt! 🙂 Zastanawiam się jednak jak wygląda poruszanie płytką w praktyce, fajnie byłoby zobaczyć jakiś film. Nie myślałeś, aby spróbować zrobić mieszadło magnetyczne – takie jakie spotyka się w mieszadłach laboratoryjnych? Koncepcja bardzo podobna, aczkolwiek wydaje mi się prostsza (mieszadło magnetyczne na dnie i reszta tak samo – czyli silniczek z magnesem pod akwarium, który wprawiłby mieszadło w ruch obrotowy, a ten spowodowałby mieszanie roztworu). Nie wiem jak wyszłoby to w praktyce ze względu na wąski wymiar akwarium.

    Dzięki 🙂
    Film – spróbuje coś nagrać.
    Mieszadło magnetyczne – nie tylko próbowałem, ale nawet zrobiłem, niestety, delikatnie mówiąc… nie spełniało pokładanych weń nadziei. Opisywałem to dość drobiazgowo, możesz poczytać klikając w kategorię „wytrawiarka” zaraz pod tytułem niniejszego wpisu, a potem czytaj od ostatniego zaczynając.

    Tak sobie teraz czytam, tam w komentarzach padło kilka interesujących pomysłów, jak choćby to mieszadło ciągane posuwisto-zwrotnie po dnie 🙂 Ja już jednak nie kombinuję, obecna wersja mnie całkowicie zadowala. Oczywiście, pisząc to mam jednocześnie nadzieję, że będzie mnie zadowalać również i po roku użytkowania, nie wyjdą z niej też jakieś nieplanowane problemy, tfu tfu!

      Adam
      Commented:  13 grudnia 2017 at 16:36

      Zauważyłem artykuł na elektrodzie. Szczerze mówiąc spodziewałem się większego ruchu, w tym momencie jest tak znikomy, że mam wątpliwości czy jest w ogóle skuteczny. W zasadzie płytka względem cieczy nie zmienia położenia (ze względu na napięcie powierzchniowe), a istotą mieszania jest przecież to, aby przy trawionych powierzchniach stężenie osadu nie było na tyle duże aby reakcję spowolnić. Oczywiście to tylko moja subiektywna opinia na podstawie samego filmu i mogę się mylić. Sposoby mieszania to mógłby być świetny materiał na następny artykuł, chętnie zobaczyłbym porównanie (wcale nic nie sugeruję ;)).

      Przy okazji znalazłem świetny sposób mieszania https://youtu.be/AlNAmjprVys :).

        Wrzucę ten film i tutaj, ale potem 🙂
        Jak tamże pisałem, wydaje mi się, że najistotniejsze jest ciągłe „otrząsanie” płytki z produktów trawienia, a ten efekt jest moim zdaniem całkowicie wystarczający. Zresztą z wielkością wibracji wręcz nie chciałbym przesadzać z uwagi na ryzyko wypadania małych płytek z koszyka. A tak, jak jest, atrament z okolic płytki się ładnie rozpływa. Spróbuję w najbliższym czasie w tym wynalazku wytrawić jakąś płytkę, wtedy będzie wiadomo, jak to się sprawdza w praktyce.

        A taki świetny sposób mieszania, to ja miałem, lata całe. Zbudowany na silniczku z programatora od pralki Polar, kuwety fotograficznej i kółek z jakiejś zabawki, pokazywałem go tutaj gdzieś 🙂

        Bajcik
        Commented:  14 grudnia 2017 at 09:51

        Jeśli spróbuję kiedyś zrobić swoją wytrawiarke, będzie podobna do tej z filmu. Dwa naczynia, zewnętrzne stalowe z h2o i grzałką z PRLu, w nim kuweta z wytrawiaczem. Całość ma się ruszać.
        Obecna wersja napędzana i regulowana człowiekiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2018 (1)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0123080
Visit Today : 18
Hits Today : 186
Total Hits : 451701
Who's Online : 3
Przejdź do paska narzędzi