Historia Telekomunikacji – część 2

kabel01

Na początek, jako uzupełnienie do poprzedniego odcinka dodam jeszcze jedną służbowa rozmowę telefoniczną, która zapadła mi w pamięć, a o której wczoraj zapomniało mi się, może dlatego, że tym razem była to moja wpadka. Tak mam, że jeśli jestem czymś zaaferowany, nad czymś mocno „główkuję”, a jestem sam, to zwykle gadam do siebie. Często przy tym rzucam mięsem, wygłaszam całe przemowy do opornych przedmiotów (że nieożywione? Nieważne, skoro zachowuje się tak wrednie i złośliwie, to nie może być martwe do końca!) i ogólnie, gdyby np. postawić mi dyskretnie za plecami dyktafon w trakcie choćby robienia instalacji w Domu w Lesie pamiętnej zimy 2009/2010 (szczegóły: –> Dziennik Budowy i tamże szukać choćby wpisu na temat opornego wiertła ustawicznie wypadającego z koronki, dość dobrze oddaje klimat), byłaby z tego niezła komedia.

Ale do rzeczy: pewnego dnia zadzwoniła pani, zgłosiła problem z aparatem telefonicznym, jakimś elektronicznym, chodziło jej o to, że po wciśnięciu pewnego przycisku na telefonie rozmówca przestaje ją słyszeć i nic się z tym nie da zrobić. Ja, przyzwyczajony po kilku miesiącach pracy na BN-ie, że typowy rozmówca to niezbyt kumaty przymuł (przepraszam za te słowa, ale naprawdę, wśród tej setki telefonów odbieranych dziennie rodzynkami były osoby, z którymi dało się normalnie i rzeczowo rozmawiać, które rozumiały, co się do nich mówi, same potrafiły opisać problem zrozumiale i którym nie trzeba było kilkakrotnie powtarzać prostych informacji), tłumaczę pani, że ten przycisk to zapewne „MUTE” czyli wyciszenie mikrofonu, działa tak, że jedno naciśnięcie mikrofon wyłącza, a drugie włącza z powrotem i ewentualna usterka raczej by polegała na tym, że nie da się tej funkcji włączyć wcale i że wystarczy go po prostu wcisnąć ponownie. Pani na to, że ona wie, ale jest tak, jak mówi, jak się to włączy, to można już tylko odłożyć słuchawkę.
– Zróbmy więc próbę – ja na to – proszę przycisnąć ten przycisk, a za chwilę przycisnąć go ponownie, na pewno będzie dobrze, a jeśli nie, rozłączymy się i ja do pani oddzwonię.
– Zgoda – ona na to – przyciskam!
Przycisnęła, ja zacząłem słyszeć ciszę. Ciszę słyszę. Ciszę. Dalej słyszę ciszę. Ponieważ „chwila” dawno już minęła, zaczynam mamrotać pod nosem:
– no już, wciśnij. No wciśnij! No wciśnijże idiotko ten przycisk!!! – ryknąłem na koniec, a ponieważ nic to oczywiście nie dało, rozłączyłem się. Oddzwaniam zgodnie z umową, przedstawiam się i pytam, czy wciskała przycisk.
– tak, wciskałam, proszę pana. A i jeszcze jedno, po drugim wciśnięciu ja pana zaczęłam słyszeć. I słyszałam cały czas.
Szczęka na podłodze, cegła na twarzy… jąkając się zacząłem przepraszać i tłumaczyć, że odruchowo panią zaszeregowałem tak, jak większość rozmówców, szczęśliwie kobieta podeszła do sprawy z humorem, dała się przeprosić i sama się z tego jeszcze śmiała potem, sprawa zakończyła się zaleceniem wymiany telefonu i jej stwierdzeniem, że w razie czego zadzwoni ponownie, tylko żebym już na nią nie krzyczał 🙂

Ale wróćmy do zasadniczego tematu, czyli do codziennej pracy na BN-ie (Biurze Napraw). Sieć telefoniczna była wtedy w stanie tragicznym, były to sieci rozległe, linia abonencka miała bywało, że i po  10km długości (wtedy była np.  jedna centrala w mieście i wszystkie telefony z całego miasta były podłączone do niej, podczas gdy obecnie standardem są wyniesione koncentratory połączone z centralą światłowodem i do abonenta od koncentratora jest już najczęściej najwyżej kilkaset metrów), połączenia były realizowane często starymi kilkudziesięcioletnimi kablami w papierowo-ołowianej izolacji, jak na zdjęciu poniżej albo na terenach podmiejskich wręcz gołymi drutami na słupach, jak to przedstawia malownicza fotografia z początku wpisu.

kab2

To początkowe zdjęcie przedstawia typową drutową linię telefoniczną. Na słupach, na ceramicznych lub szklanych izolatorach wisiały gołe, nieizolowane druty. Od lat już nieznany widok, prawda? A kiedyś to była norma i typowy widok towarzyszący podróżnym wzdłuż dróg czy torowisk. Drugie zdjęcie przedstawia rozłupany kabel typu „ołowianka”. Same żyły były „izolowane” woskowanym papierem, zewnętrzna izolacja wykonana z ołowiu, szczelność tego i odporność na wilgoć zapewniało ciągłe pompowanie do wnętrza kabla sprężonego powietrza. Niestety nie udało mi się odnaleźć zdjęcia centralki pompującej takie kable, jak znajdę, to do tematu jeszcze wrócę, bo taka centralka zapewniała też ciekawą rozrywkę.

W każdym razie odporność takich instalacji na usterki była żadna, na porządku dziennym były zwarcia, doziemienia, przesłuchy, wystarczy że deszcz popadał mocniej, a mi się kończył czas na picie w pracy herbatki 🙂 Do tego dochodziły jeszcze uliczne szafy rozdzielcze, często w tragicznym stanie technicznym:

szafa TPSAszafa TPSA2

Nie ma siły, musi być dygresja: przyjmuję kiedyś od abonenta zgłoszenie, za plecami akurat mi stanął Pan Henio, starszy pan tuż przed emeryturą, który na tym BN-ie pracował od zawsze i pełnił funkcję wyroczni we wszelkich spornych sprawach. Zajrzał mi przez ramię na wpisywany numer i mówi:
– 617 058? Wiśniewski z Kościelnej?
– tak, zaraz go będę mierzył – odparłem lekko zdziwiony, ale tylko lekko, bo tyle już wiedziałem, że Pan Henio lokalną sieć zna na pamięć.
– siedź! – Przytrzymał mnie za ramię, bo już się podrywałem z krzesła – wystaw na niego zlecenie naprawy i jak Krzysio z terenu wróci [monter], to mu je daj i powiedz, żeby od razu jechał do puszki na rogu Kościelnej, tam jest dziura w rogu i wróble sobie w niej gniazdo robią, pewnie znów głowicę zasrały a ten Wiśniewski jest zakrosowany zaraz od brzega, trzeba wyczyścić.

Tak więc tu miałem robotę z głowy, przyczyna została podana na tacy, można było najwyżej współczuć monterowi (choć zapewne nie była to dla niego pierwszyzna, gniazda w ówczesnych puszkach i szafach TP to była norma, nie tylko ptasie bywały zresztą te gniazda). Normalnie jednak, otrzymawszy takie zgłoszenie musiałbym:

  1. wprowadzić je do komputera. Bo tak, mieliśmy już komputery, jakieś 386 i stojący na DOS’ie system ewidencji usterek. Komputery były trzy, do kompletu ogromny serwer i spinająca to wszystko sieć komputerowa, nie żaden tam ethernet, tylko Nowell, psuło się to średnio ze dwa razy w tygodniu.
  2. ponieważ w moim dziale byłem jedyną młodą osobą, wszyscy inni łącznie z kierownikiem to były telekomunikacyjne matuzalemy, komputer traktowali jako narzucone im zło konieczne nie ufając mu za grosz, miałem obowiązek równolegle prowadzić dokumentację papierową. Tak więc niezwłocznie po wprowadzeniu awarii do komputera szedłem do archiwum i wyciągałem Wykaz Uszkodzeń Łącza Abonenckiego, popularnie zwany Kątówką

Karta_abonenta_3232440

Z kątówką w ręku miałem wgląd w całą historię łącza, wcześniejszych napraw, bywało, że ciekawych dopisków monterów (choć nie wolno im było, ale bywały „Uwaga zły pies”, „nerwowy abonent” i tym podobne). Póki co jednak było mi to po nic, bowiem następne, co musiałem wykonać, to pomiar linii abonenckiej. I znów, jako „młody”, jeśli tylko mogłem (czyli jeśli abonent był bezpośrednio z pola komutacyjnego „naszej” lokalnej centrali, szczęśliwie dotyczyło to większości), robiłem to z poziomu komputera, linię mierzył za mnie „robot” (czyli moduł samej centrali), ja tylko czekałem na rezultaty, bo pomiar chwilę trwał.

Gorzej jednak, gdy robot z jakichś przyczyn linii nie mógł zmierzyć (bo np. była z wyniesionego fragmentu centrali nie wyposażonego w robota) albo pomiar wychodził niewiarygodny. Wtedy do tematu wkraczał któryś ze starszych pracowników, najlepiej wspomniany wcześniej Pan Henio. Oni robotom nie wierzyli. Oni mieli strowgerowy jeszcze (dla niezorientowanych: strowger to mechaniczna centrala telefoniczna, konstrukcji opracowanej jeszcze w latach 30-tych) stół badaniowy, który własną piersią uratowali od wywiezienia na złom wraz z centralą, twierdząc, że wszystkie późniejsze szafki badaniowe, zwłaszcza te elektroniczne to się do niczego nie nadają, że ten stół jest jedynym wiarygodnym urządzeniem. I parę razy mi pokazali, że była to święta prawda. Ale o tym będzie już kolejny odcinek.

 

Zdjęcia wykorzystane we wpisie zapożyczyłem z następujących stron:

 

 

 

email
This entry was posted in . Bookmark: permalink.

One Response to: Historia Telekomunikacji – część 2

Witam!
My również pozdrawiamy i dziękujemy za zagoszczenie w naszym temacie na Elektrodzie! 🙂
Zapraszamy wszystkich zainteresowanych wiedzą na temat telefonii stacjonarnej, na pewno nie zmarnujecie czasu 🙂
Pozdrawiam!
Wyklęty 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2018 (7)
  • 2017 (24)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0153299
Visit Today : 65
Hits Today : 143
Total Hits : 556556
Who's Online : 3