Pizzę lubiłem właściwie od zawsze, a że u mnie w domu królowała raczej tradycyjna kuchnia polska, pierwszy raz w życiu jej spróbowałem… nie pamiętam szczerze mówiąc, ale chyba już jako dorosły człowiek. I chyba od pierwszego kęsa wiedziałem, że będę to lubił
Składniki:
- 250g (1,5 szklanki) mąki pszennej, najlepiej 400 lub 450 + odrobina do podsypywania.
- 150ml letniej wody (trochę więcej, niż pół szklanki)
- 10g świeżych drożdży
- 1/3 łyżeczki soli (2g)
- 1/2 łyżeczki cukru (3-4g)
-
oliwa z oliwek – 10ml
A ponieważ diabeł tkwi w szczegółach, to jeszcze raz:
- mąka: powinna to być mąka typu od 400 do 500. Używam krupczatki, bo taka była w domu, jest to ulubiony rodzaj mąki mojej małżonki i mi też podpasowała do pizzy, ale podejrzewam, że mogą być i inne rodzaje. Wielu pizzowych blogerów zaleca używanie specjalnej mąki typu „00”, zwykle reklamowanej jako do pizzy. Sprawdzałem, szczerze mówiąc nie widziałem żadnej różnicy prócz trochę wyższej ceny i troche gorszej dostępności, natomiast przekonująco dla mnie zabrzmiał wpis blogera – specjalisty od pieców chlebowych, który o mące wyraził się dość jasno: jeśli ktoś się koniecznie chce snobować na mąkę specjalną do pizzy, to niech kupi oryginalną włoską. Ta sprzedawana u nas jako „00” podobno się do niczego nie nadaje. Podana w moim przepisie ilość 250g jest odpowiednia do zrobienia jednej pizzy normalnej wielkości, czyli 32cm
- woda: potrzebna ilość trochę zależy od wybranej mąki, nawet nie od jej klasy, czy rodzaju, ta sama mąka innego producenta może zupełnie inaczej chłonąć wodę. Niemniej podana ilość na ogół się sprawdza.
- drożdże: wystarczą zwykłe drożdże „piekarskie” w kostce, mają być w miarę świeże i tyle. Im więcej drożdży, tym szybciej ciasto wyrośnie, ale tym wyraźniej będzie potem czuć smak drożdży. Podana tu ilość jest rozsądnym kompromisem między kanoniczną włoską pizzą, a „taaatoooo, no kieeeedyyyy ta piiizzzaaaa????”. Ale jeśli ktoś chce pizzę kanoniczną, to prosze bardzo: dodać jedynie 3g drożdży i ciasto zostawiamy do wyrośnięcia na 6-8 godzin.
- sól: odrobina do smaku. Ilość w zasadzie zależna od gustu,
- cukier: jest go odrobina, na smak całości nie wpłynie, natomiast potrzebny jest drożdżom do zmartwychwstania.
- oliwa: ułatwia zagniatanie ciasta i jego późniejsze formowanie, wpływa również na to, jak bardzo się ciasto potem rumieni. Używam oliwy z oliwek, bo jakoś tak szlachetniej, ale czy to ma znaczenie? Nie wiem.
Przygotowanie:
Ugniatać trzeba długo. Ciasto zaczyna przypominać ciasto dopiero po kilku minutach ugniatania (wtedy też warto je z miski przerzucić na stolnicę), wcześniej może się wydawać, że jest za bardzo kleiste albo za mało wody jest – nic nie dodawać, ugniatać cierpliwie, będzie dobrze. Dopiero, gdy po paru minutach cały czas się przykleja i nie odchodzi od ręki, czy stolnicy – podsypać, minimalną ilością mąki, albo w drugą stronę – gdy wciąż się rozwarstwia, dodać odrobinkę (łyżkę) wody. Ale tylko wtedy. Konieczność dodania wody nie zdarzyła mi się nigdy, mąki czasem odrobinkę (!) podsypuję.
Casto ugniatamy minimum 10-15 minut, lepiej 15-20 (lepsze, jak siłownia ). Po tym czasie powinniśmy mieć jednolitą, nie rozwarstwiającą się ale i nie klejącą do stolnicy bryłę jednorodnego ciasta wielkości średnio dużej kajzerki. Prawidłowa konsystencja ciasta – coś w stylu dobrze ugniecionej w dłoni plasteliny. W trakcie ugniatania staramy się wprowadzić w ciasto jak najwięcej powietrza, często składamy je „na pół”, dopiero przy końcu staramy się, by cały czas już była forma jednej, jednorodnej bryły bez „przełamań”. Taką bryłę wkładamy spowrotem do miski, w której zaczęliśmy ciasto mieszać (jej dno warto przyprószyć mąką, inaczej ciasto nam za mocno potem przywrze), myjemy ręce pod kranem i mokrą, niewytartą dłonią „poklepujemy” wierzch ciasta
Chodzi o to, by wierzch buły stał się lekko (!) wilgotny i nie wysechł nadmiernie w czasie rośnięcia.
Miskę przykrywamy czymś i odstawiamy w ciepłe miejsce na 45 minut do godziny. W tym czasie ciasto ma urosnąć, mniej więcej podwajając swoją objętość.
Pizza po wstępnym spłaszczeniu:
I już uformowana:
Profesjonaliści dorabiają na obrzeżu jeszcze taki fajny rancik, żeby sos się nie wylewał, mnie ten rancik jakoś nie wychodzi. Pizza na obrazku ma 30cm, bo taka mi pasuje do piecyka, jednak z podanej w przepisie ilości składników wychodzi ładna pizza tak do 33-35cm.
I to, co najciekawsze:
– Obowiązkowo oregano. Pizza i oregano to stały związek, nie tylko frazeologiczny
Pieczenie pizzy:
a) w piekarniku na blasze: Pusty piekarnik rozgrzewamy „ile fabryka dała”, temperatura ma być na max. Jeśli jest termoobieg – włączamy termoobieg i dolną grzałkę. Jeśli nie ma termoobiegu – trudno, wtedy góra+dół, w obu przypadkach pizzę umieszczamy nisko, na najniższym poziomie. Piekarnik ma się solidnie wygrzać, czyli czekamy do osiągnięcia nominalnej temperatury i potem jeszcze przynajmniej kilka minut. W tym czasie zresztą spokojnie można komponować samą pizzę. Drobna, ale istotna uwaga użytkowa: gotowy, pusty jeszcze placek pizzy warto przenieść na blachę (lekko przyprószoną mąką – wtedy nic nie przywrze) i resztę składników nakładać już na blasze. Tak jest znacznie wygodniej, przełożenie zaś na blachę pizzy już ze składnikami jest delikatnie mówiąc trudne. Niezbędna jest łopatka do pizzy albo coś cienkiego, dużego i w miarę sztywnego (gdy pierwszy i ostatni póki co raz popełniłem ten błąd, poradziłem sobie przy pomocy plastikowej półsztywnej podkładki pod talerze). Pizzę pieczemy około 5-7 minut, nie dłużej! Jej brzegi obserwowane przez okienko piekarnika będą cały czas białe i mogą się wydawać surowe, ale spokojna głowa, upiekły się
Pizza pieczona tak po prostu w piekarniku to w zasadzie nie jest pizza. Za niska temperatura i nie te warunki. Niemniej, ileś pizz w ten sposób wykonałem i bardzo nam wszystkim smakowały, powiedziałbym nawet, że bardziej, niż popularne pizze z sieciówek „na telefon”. Więc na początek – spokojnie polecam!
b) w piekarniku na kamieniu do pizzy: bez bicia piszę, że nie próbowałem. Ale ci, którzy próbowali bardzo sobie chwalą, a ja też wierzę, że może to być bardzo dobry sposób z uwagi na to, że choć kamień do pizzy nie podniesie nam temperatury w piekarniku, to da inny, bardzo istotny element, niezbędny do wypieku pizzy: gorące podłoże, z dużą bezwładnością cieplną i chłonące wilgoć z ciasta. Wadą pieczenia pizzy na kamieniu jest zaś to, że po pierwsze kamień trzeba wcześniej dość długo rozgrzewać (internety mówią, że zanim się na kamień położy pizzę, trzeba go grzać wcześniej przez godzinę w piekarniku), łatwo go pęknąć (a tani też nie jest). Interesującą alternatywą dla kupionego w sklepie „kamienia do pizzy”, kosztującego od kilkudziesięciu złotych w górę, ale za to zwykle wyposażonego w praktyczne uchwyty do przenoszenia i z choćby chińskim, ale jednak atestem dopuszczającym kontakt z żywnością jest kamień „zastępczy” – świetnie tu nadają się choćby płytki gresowe Jeszcze lepsza byłaby cienka płytka granitowa, choć tą trochę trudniej kupić. Ale da się. Wydaje mi się, że w jakimś kibelmarkecie nawet widywałem takowe normalnie w sprzedaży (na dziale z glazurą), a jeśli nie, to zawsze zostaje lokalny zakład kamieniarski, choć tam warto dla świętego (nomen omen) spokoju spytac, czy płytka jest nowa, czy „z odzysku”
c) i numero uno: piec do pizzy! Nie, nie musi to być piekarnik rodem z pizzerii, czy murowany, opalany drewnem piec chlebowy (choć to pewnie byłoby najlepsze, ale powiedzmy… nie każdy ma warunki). Na szczęście w kraju pizzy pomyślano o domowych pizzaiolo i stamtąd przyszły i do nas domowe piecyki do pizzy. I dla jasności: nie, nie mówię o popularnych u nas i dostępnych w każdym sklepie „opiekaczach”, elektrycznych piekarnikach z rusztem, bardzo często nawet przez producenta określanych jako „idealny do pizzy”, bo one się do tego kompletnie nie nadają. W takim opiekaczu można sobie pizzę co najwyżej odgrzać, ale nie zrobić. Prawdziwy piec do pizzy ma mieć dwie rzeczy, które czynią z niego piec do pizzy: kamienny (szamotowy) spód i temperaturę rzędu 350-400 stopni.
W chwili obecnej można u nas kupić dwa modele takiego pieca:
Macom 823R (występuje również pod nazwą Pizza Amore, jak ten na zdjęciu):
G3 Ferrari:
Macom jest znacznie tańszy (ok. 350zł), Ferrari – nazwa zobowiązuje – kosztuje ok. 500zł. Oba piecyki są niemal identycznie wykonane konstrukcyjnie, mają zbliżoną moc, budowę i możliwości, można je kupić w wielu sklepach internetowych (żadnego tu nie wymieniam, jeśli ktoś chce, znajdzie bez problemu). Który z nich wybrać? Nie wiem. Ja po długich deliberacjach i zastanawianiu się (przy pizzy) nad problemem wybrałem ten droższy. Dlaczego? Ano dlatego, że: w internetach jest od groma artykułów, filmów, wpisów blogowych pokazujących ten piecyk (albo jego wcześniejszą wersję, z gałką termostatu umieszczoną centralnie na pokrywie) w użyciu, chwalących ten piecyk, rozpływających się w zachwytach nad pizzą w nim upieczoną i generalnie BAAARDZO pochwalnych. Nieliczne negatywne najczęściej sprowadzają się do trywialnego i niestety typowego: ktoś nie zadał sobie trudu, by choć zajrzeć do instrukcji i potem się dziwi, czemu surowa pizza położona na zimnym kamieniu, po włączeniu piekarnika połączyła się z tymże kamieniem w jedną, zwęgloną i nierozdzielną całość. No niestety, ale jest to skutek głupoty właściciela, nie piecyka.
Na temat Macoma zaś… nie znalazłem nic. Tylko i wyłącznie oferty sklepów, z różnych krajów. I całkowity brak jakichkolwiek opinii. Drugie, co mnie do niego zniechęciło, to niuanse budowy widoczne na dostępnych w necie zdjęciach – w tych piecykach na pizze nie ma wiele miejsca, górna grzałka jest raptem 4cm od kamiennej płyty. Nie zostawia to wiele miejsca na pizzę i właściwie z marszu wyklucza wyroby pizzopodobne na grubej, wyrośniętej bule, bo jej wierzch górna grzałka najnormalniej w świecie spali. Wysokość grzałki jest taka sama w obu tych piecykach, o ile jednak w Ferrari całe wnętrze górnej pokrywy jest uniesione ponad grzałkę, a pokrywa nawet nie zamyka komory piecyka całkiem, a zostaje tam odstęp na wysokość widocznych na zdjęciu otworów wentylacyjnych, więc mamy do dyspozycji całą powierzchnię kamienia, na pełną wysokość (dostępną w piecyku), tak Macom ma o wiele bardziej obły kształt i niestety jest to widoczne również wewnątrz, wnętrze pokrywy jest nawet bardziej obłe, niż wierzch, a zamyka się to „całkiem”, więc mam wrażenie, że w Macomie pieczona pizza musiałaby być po prostu znacznie mniejszej średnicy, inaczej boki pokrywy by ją przygniatały.
Tak więc nabyłem Ferrari (a w decyzji pomógł fakt, że na znanym portalu aukcyjnym piecyk ten jest dostępny z gratisową wysyłką i w sprzedaży ratalnej 0%) i niniejszym dołączam do grona piejących z zachwytu – faktycznie pizza wychodzi z niego jak z pieca w pizzerii, ciasto jest idealnie, chrupiące na spodzie i ładnie podrośnięte wyżej. Pieck przed położeniem na kamieniu pizzy musi się rozgrzewać przez ok. 10 minut, potem dobrą godzinę stygnie, ale to już nie problem W komplecie z piecykiem jest kserokopia kilkustronicowej książeczki z przepisami (próżno szukać kolorowego albumu, który pokazują niektórzy sprzedawcy na zdjęciach) oraz drewniane, dość wygodne w użyciu (choć trochę za małe) łopatki do nakładania i zdejmowania pizzy na/z kamienia.
Kamień niestety się brudzi, pokrywa się czarnym nalotem widocznym już od pierwszej upieczonej pizzy, nie daj Boże, gdy gdzieś bokiem coś z pizzy spłynie, robi się z tego przypalona plama i jest to nie do odczyszczenia, po prostu taki urok szamotu i tak ma być. Czas pieczenia pizzy – ok. 4 minut. Wadą piecyka jest konieczność nabrania pewnego doświadczenia w jego obsłudze, czas pieczenia pizzy jest tu bardzo krytyczny, przy takiej temperaturze po prostu zbyt szybko się wszystko dzieje, by puścić sprawę na żywioł, pizzę niedopieczoną od przypalonej może dzielić minuta. Więc trzeba pilnować. No i na początku kilka pizz przypalić
Commented: 12 lutego 2018 at 12:10
Helloł

narobiłeś mi smaka tą pizzą,
chyba jutro z dzieckiem będę coś kombinował aby zrobić choć w części podobną do Twojej
P.S.
1 i 2 zdjęcie bez podglądu, reszta widoczna
Pozdrawiam
Commented: 12 lutego 2018 at 12:49
Szlag mnie z tym hostowaniem zdjęć trafi, po opublikowaniu sprawdzałem z telefonu i było widać wszystko, nie mam pojęcia, czemu to potem zdycha. Poprawiłem, powinno być ok.
A pizzę DIY polecam, wychodzą naprawdę dobre, nawet z piekarnika.
Commented: 12 lutego 2018 at 13:29
Teraz wszystkie zdjęcia się pokazują pozdrawiam
Commented: 12 lutego 2018 at 17:35
Polecam Ci też spróbować podsypywać semoliną podczas „wałkowania” wtedy jest fajnie chrupiące ciasto
Swoje pizze robię na podstawie tego filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=c7Zw7nm6jJg
Stąd też pomysł na semolinę
Pozdrawiam i zazdroszczę piecyka do pizzy
Commented: 12 lutego 2018 at 21:39
Semolina może być fajnym sposobem na chrupiący dół spod przy pieczeniu w piekarniku. W przypadku pieca nie jest potrzebna, zapewniam Cię, chrupiący spód wychodzi samoistnie i wręcz zadbać trzeba, by nie był zbyt gruby
Ale dzięki za tipa, może komuś się przyda.
Dzięki i również pozdrawiam
Commented: 13 lutego 2018 at 19:21
Mogę potwierdzić, że kamień w piekarniku daje radę. 250 stopni, 6 minut na jedną pizzę.
Brudzi się, owszem, ale w tej temperaturze ładnie brud się wypala
Commented: 18 lutego 2018 at 13:55
Witam
Parę dni temu, jak co rano idę się podpisać na listę obecności w pracy. Przechodząc obok naszego „wewnętrznego” kiosku wypatrzyłem takie cudo:
https://static01.helion.com.pl/global/okladki/326×466/7001a47646b38febc248016abd3cbda7,gotgee.jpg
Teraz jestem w delegacji więc akurat wieczorami sobie czytam
Pozdrawiam
Commented: 18 lutego 2018 at 14:18
Sam tytuł już mi się podoba
Commented: 8 lipca 2018 at 23:27
Która będzie lepsza?
https://photos.app.goo.gl/XSn1ryjtzZnRXXteA
Commented: 8 lipca 2018 at 23:38
Zielonego pojęcia nie mam, cały czas jadę patriotycznie na polskich mąkach
Commented: 11 września 2020 at 10:19
Żona chce taki piecyk, mam jej Ferrai kupić
Patrzę i widzę 2 modele – G10006 za 400zł albo dołożyć stówkę za G10032.
Ten drugi ma górny odpinany kamień i „dwie wysokości pieczenia”.
Myślisz że warto się tym 32 interesować, skoro 06 jest wystarczająco dobry?