Frezarka dolnowrzecionowa

Takiego oto cudeńka się mój warsztat dorobił:

W pełni funkcjonalna frezarka dolnowrzecionowa do drewna, funkcjonująca jako przystawka do pilarki, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by ją wyposażyć w samodzielne podwozie i używać jako w pełni niezależne urządzenie. Jeśli ktoś ciekaw szczegółów i historii jej powstania – zapraszam do lektury.

Sprawa jest o tyle ciekawa, że w sumie powinienem nadać tej frezarce imię: „Przypadek”. Albo bardziej na obowiązującą aktualnie w NASA melodię: „Fortuity” 🙂

Pierwszy przypadek wydarzył się już kawałek czasu temu: byłem wraz z rodziną w bodajże Leroy, tamże typowym dla nas scenariuszem, małżonka „na moment” poszła do części ogrodowej oglądać sadzonki, a ja mając w tym momencie minimum pół godzinki czasu do spędzenia poszedłem oglądać narzędzia 🙂 A tam, zaraz przy stanowisku obsługi działu przypadkiem wypatrzyłem wystawioną paletę i na niej wyprzedaż narzędzi z ekspozycji. Oczywiście rzuciłem się tam biegiem, niewykluczone, że wydając przy tym jakieś okrzyki 🙂
Było tam mnóstwo chłamu, jakieś rozkompletowane zestawy wierteł, jakieś szlifierki kątowe, na samym środku palety zaś stała, dumnie się prezentując Ona. Królowa:

i-graphite-59g716

Frezarka klasy już tak raczej bliżej profi, normalnie kosztująca coś koło 400zł. Ta zaś stała sobie z ceną… nie pamiętam dokładnej kwoty, ale coś około 150zł! Oczywiście natychmiast ją złapałem, ale zdrowy rozsądek się włączył, zaczepiam więc obsługę i pytam, skąd taka przecena, o więcej niż połowę. Niesprawna, czy jak? Okazało się, że nie. W pełni sprawna, z akcesoriami, walizką, jedyny problem zaś wynikał stąd, że jakieś oglądające tą frezarkę w sklepie bydełko rozkradło tuleje zaciskowe do frezów. Oczywiście pan mnie strasznie zaczął zachęcać, że takie tuleje bez problemu dokupię, a frezarkę za pół darmo będę miał, trochę to było od początku podejrzane, bo gdyby to było takie proste, to by jej aż tak bardzo nie przecenili, ale sama maszynka podobała mi się bardzo, kupiłem. Brakującą tuleję potem zresztą sam sobie dotoczyłem, bo zgodnie z podejrzeniami jej dokupienie okazało się być mało realne, to było jakoś niedługo po zakupie tokarki, tuleja była chyba pierwszą użytkową rzeczą, jaką na niej zrobiłem.

Frezarka służyła mi odtąd dzielnie, ale używana jako „ręczna” miała swoje wady wynikające z samego sposobu używania takiej frezarki. Radziłem sobie z tym jakoś, jednakże w momencie, gdy musiałem wyfrezować długie, proste profile do opisywanej tutaj kilka miesięcy temu szafki, robienie tego „z ręki” tak mi bardzo nie pasowało, że przerobiłem wtedy tą frezarkę na dolnowrzecionową prowizorycznie, mocując ją do mojej ówczesnej pilarki przy pomocy kawałka deski, ścisków, trytytek i kilku wkrętów:

I tyle. Praca na takiej, nawet prowizorycznej frezarce dolnowrzecionowej podobała mi się bardzo, solennie postanowiłem sobie wtedy wykonać kiedyś taką podporę solidniej. I na takim postanowieniu się skończyło. Potem wyzionęła ducha moja ówczesna pilarka, kupiłem nową, będącą po tamtej chince czymś w rodzaju współczesnego nowego samochodu dobrej klasy, kupionego po latach jazdy pełnoletnim „folcwagenem”. Nową pilarką zachwycałem się strasznie, opowiadałem o niej co i rusz wszystkim, którzy chcieli słuchać, a jeżeli nawet nie chcieli, to i tak nie mieli wyjścia. I w przypadku jednego kolegi trafiłem na podatny grunt, wysłuchawszy moich zachwytów i namów, też sobie taką kupił, a co!
Dalej nastąpiła faza znana każdemu, kto pamięta własne dzieciństwo albo ma dzieci w stosownym wieku, gdy spotyka się dwóch chłopców mających taką samą superzabawkę – no te rozmowy z wypiekami na twarzy, w temacie, a moja to ma tak, a zobacz czy twoja też tak zrobi…. a że rozmowy toczyły się mailowo, to i podpierane były zdjęciami i filmami wyszukiwanymi na szybko w internetach. I w ten właśnie sposób, szukając filmu na temat regulacji pilarki, przypadkiem trafiłem coś takiego:

Spodobała mi się sama idea: zamontowania frezarki pod stołem opartym na rurach wysuwanej części stolika pilarki. Samo wykonanie już trochę mniej, z uwagi na po pierwsze kłopotliwe mocowanie frezarki do stołu (w przypadku mojego cudeńka wymagałoby częściowego demontażu stopy), po drugie wysuw freza wykonywany poprzez manewrowanie frezarką pod stołem nie wydawał się szczytem wygody. Niemniej pomysł był ciekawy, gnębił mnie na tyle mocno, że wrzuciłem go na deskę kreślarską. A potem korzystając z wolnego dnia, który mi się przypadkiem trafił (opieka nad chorym dzieckiem), wygarnąłem z warsztatowych czeluści jakieś kawałki sklejki i zacząłem rzeźbić. Po pierwsze sam stół i mocowanie doń frezarki – o takim mocowaniu, jak na filmie nie mogło być mowy, bo raz, że w stopie mojej frezarki brak stosownych otworów, dwa, że odsuwanie frezarki od obrabianej płaszczyzny o grubość wierzchniej płyty stołu (12mm) nie wydawało się rozsądne. Tu więc pojawiła się pierwsza moja inwencja: stalowa płytka jako „czoło” frezarki i zupełnie inny sposób mocowania tejże:

Płytka – jaka jest, każdy widzi, na niej miała „stać” frezarka, ale stać od spodu, w takim samym sensie, w jakim Australijczycy stoją na swojej stronie Ziemi. O ile Australijczykom jednak pomaga grawitacja, tak tu grawitację musiało coś wspomóc. I tu wymyśliłem, że idealną pomoca będzie wykorzystanie gniazd na pręty mocujące oryginalną prowadnicę frezarki. Sam stół ze sklejki 12mm i tak wymagał wzmocnienia od spodu, połączyłem więc przyjemne z pożytecznym i wyszło coś takiego (na rysunku jest to „do góry nogami”):

To jest fragment rysunku projektowego, frezarka jest na nim namalowana dość schematycznie, tylko by oddać jej istotne dla mnie wymiary, ale to co trzeba się zgadza. W tym i te zagłębienia na pręty. I ustawione osiowo z nimi otwory we wzmocnieniach. Przez które teraz wystarczy przetknąć cokolwiek, by frezarka została pewnie i stabilnie przytwierdzona do stołu. Na zdjęciu poniżej w roli „cokolwiek” występują śruby M10 wetknięte tylko z jednej strony, docelowo zorganizuję sobie tu może jakieś fajne pręty z nierdzewki, zakończone z jednej strony kulkami dla wygody. Choć może to być zadanie „na święty nigdy” bowiem śruby całkowicie spełniają swą rolę. Na zdjęciu śruby są tylko z jednej strony, oczywiście jednak należy używać kompletu.

Mocowanie frezarki to jednak był mały pikuś. Regulacja jej wysokości – o, to było wyzwanie! 🙂 Tak to sobie wymyśliłem:

I tak też zostało wykonane. Pręt gwintowany M10, długa nakrętka „beczka” z nawierconym poprzecznie i nagwintowanym M8 otworem, w który weszły „bolce” wykonane z obciętych śrub M8:

Do tego parę kawałków sklejki, kilka chwil najpierw z wyrzynarką, a potem z papierem ściernym i proszę bardzo: samo ciągadełko:

I cała konstrukcja już w trakcie montażu:

I na gotowo, już zmontowane i z frezarką wstawioną na miejsce:

Na zdjęciu przy okazji widać instalację elektryczną, ponieważ sama frezarka ma wyłącznik na rękojeści i trochę ciężko by się go obsługiwało pod stołem. Tak więc frezarkę włączam na stałe (wspomnę jeszcze o tym dalej), jej przewód wtykam w widoczne na zdjęciu gniazdko, a dalej operuję już wyłącznikiem na jej płycie czołowej. Samo regulowanie wysokości działa perfekcyjnie, kręcąc korbą można sobie wygodnie ustawić frez co do ułamka milimetra, a ponieważ całość wyszła stabilna i bez zbędnych luzów, frezarki po jej ustawieniu nawet nie trzeba blokować (wysuwu, fabryczną blokadą na frezarce), sama dźwignia wystarcza.
Do kręcenia regulacją wysokości potrzebna była korba. Oczywiste jest więc, że korbę należało wykonać. Tu z pomocą przyszła drukarka 3D:

Od góry frezarki potrzebna była jakaś przykładnica do prowadzenia frezowanego materiału. O ile sama przykładnica nie była problemem, ot kawał kantówki wystarczył (a w jego roli – resztki drewnianej framugi drzwiowej, która się została po budowie), chwili zabawy jednak wymagało jego wygodne mocowanie do krawędzi stołu. Wymyśliłem coś w stylu zacisku śrubowego z każdej strony:

I w stanie skręconym:

Oczywiście pokrętła również z 3D, dodatkowo na dolny element musiałem nałożyć jeszcze niewidoczne na zdjęciu gumki, by zwiększyć jego tarcie w stanie zaciśniętym, ponieważ niestety przy ostrym frezowaniu od wibracji taka przykładnica potrafiła się przestawiać.

Kolejne usprawnienie, to wygodne „otwieranie” konstrukcji celem zmiany freza. Ponieważ całość opiera się na rurach stolika pilarki, to za autorem prezentowanego na filmie pierwowzoru, jedną z rur wykorzystałem jako zawias. By jednak całości nie trzymać ręką (bo jedna wolna ręka to do wymiany freza trochę mało), do całości doszedł System Stabilizacji Otwarcia Metodą Fortepianową. Spocznij! 

Może być kijkiem podpierana otwarta klapa fortepianu, może kijek wystarczać przy klapie Mercedesa, znaczy może i przy mojej frezarce. Tyle, że tu znów doszedł przypadek: kijek ten robiłem bez projektu, po prostu znalazłem w warsztacie jakąś listewkę, spod pilarki wygarnąłem jakiś klocek ze zrzynków „co się jeszcze mogą przydać”, klocek przykleiłem, listewkę obciąłem „na oko”, porobiłem na końcach zaokrąglenia, po czym w jej swobodnym końcu jeszcze wkleiłem w otworek mały magnes neodymowy. Pomysł miałem taki, że w blat stołu od spodu wkręcę wkręt i w stanie złożonym kijek się dzięki magnesowi „przyklei” do spodu stołu, dzięki czemu nie będzie mi pod stołem dyndał bez sensu. Tymczasem, po zamontowaniu kijka okazało się, że na oko przycięta jego długość jest po prostu idealna co do milimetra, kijek w stanie złożonym akurat się ładnie „zaklikuje” o przeciwległą rurę, jest to i wygodne i wystarczająco pewne, nic więcej nie trzeba kombinować. Neodymek w tym momencie zostanie w kijku jako ozdóbka, nie chce mi się go wydłubywać teraz.

Na tej fotografii widać jeszcze ciekawostkę: ścisk typu „klips” na rękojeści frezarki. Niestety, urządzenie ma włącznik chwilowy, pracuje tylko wtedy, gdy się go trzyma. Przy używaniu frezarki jako górnowrzecionowej, trzymanej w rękach ma to sens, tu jednak jest niestety problemem, zwłaszcza, że jak pisałem wcześniej, i tak dorobiłem osobny wyłącznik „maszynowy”. Widoczny klips to tymczasowe rozwiązanie owego problemu, z czasem może dorobię tu jakąś nasuwaną klamerkę, która będzie pełniła rolę blokady włącznika równie skutecznie, a odrobinę mniej prowizorycznie.

Ostatni pomysł, który przy budowie frezarki przyszedł mi do głowy to odciąg pyłu. Frezarka niestety w trakcie pracy wytwarza masakryczną ilość wióra, wydajniejsza pod tym względem jest od niej chyba tylko strugarka, frezarka jednak dodatkowo wyrzuca wiór z dość dużą siłą, więc normalnie frezowanie jest zajęciem delikatnie mówiąc nieczystym 🙂 Oryginalna frezarka ma co prawda plastikową kształtkę do podpięcia odkurzacza (widać ją na pokazanym wyżej zdjęciu samej frezarki), ale jest ona niezbyt wygodna w użyciu i nie zawsze skuteczna. Dlatego też ostatnia poprawka, jaką wykonałem, to był właśnie odciąg wiórów „od góry”, czy może raczej „od boku”, wykonany wprost w wycięciu przykładnicy. Wspomniane podcięcie:

 

I od drugiej strony: standardowa rurka kanalizacyjna fi32mm (świetnie pasuje do końcówki odkurzacza centralnego, który dla warsztatu pełni rolę odciągu wiórów) plus dwie kształtki wydrukowane na drukarce 3D:

I sprawdza się to pięknie, przy frezowaniu bocznym, frezem częściowo schowanym w tej przykładnicy, cały urobek jest wsysany, w powietrze nie leci absolutnie nic. Gorzej jest przy frezowaniu frezem palcowym rowków, gdy frez jest odsunięty od przykładnicy. Cóż, wtedy mogę jednak się przeprosić z oryginalną końcówką do odciągu, rurę od odkurzacza po prostu przepinając pod stół do frezarki, wiór wtedy będzie wsysany przez otwór w płytce i też powinno być ok. Się sprawdzi.

Na zakończenie jeszcze zdjęcie frezarki w stanie „otwartym”:

I zamknięta, gotowa do pracy 🙂

I tyle. gdyby ktoś chciał konstrukcję powielić – elementy plastikowe są dostępne na moim profilu na Thingiverse (link jest w „Moje Projekty”), dokładniejszy opis konstrukcji z rysunkami zaś niedługo postaram się zamieścić również w „moich projektach”.

Wczoraj, gdy robiłem zdjęcia na potrzeby niniejszego wpisu przyszedł mi do głowy jeszcze jeden pomysł: dorobienie jakiejś skali milimetrowej, pokazującej wysunięcie freza. Ona oczywiście z konieczności byłaby orientacyjna, bowiem i tak wszystko zależałoby od rodzaju freza i tego, jak się go zaciśnie w uchwycie, ale taka skala byłaby jednak sporą pomocą przy regulacji. Jakaś sprężysta taśma (pakunkowa?)przymocowana do spodu dźwigni, drugim końcem zaś wjeżdżająca za płytę czołową? Ona wtedy wraz z przechylaniem się dźwigni powinna się po tejże płycie przesuwać, wystarczyłoby dorobić wąskie, długie okienko ze skalą, a na taśmie jakiś wskaźniczek… Albo jeszcze inaczej: okienko nie ze skalą, a z kreską, zaś na taśmie przykleić samoprzylepną linijkę (można kupić np. w TME), ta linijka będzie widoczna w okienku, a kreska będzie wskazywać konkretną wartość. Będą to co prawda jednostki umowne, z pewnością nie milimetry, więc…. kurczę, mam wizję, już chyba wiem, jak to zrobić, żeby było dobrze, muszę to tylko narysować !

Zatem… c.d.n.!  :mrgreen: 

 

 

email
This entry was posted in , , . Bookmark: permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwum

  • 2017 (17)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0106105
Visit Today : 12
Hits Today : 415
Total Hits : 391592
Who's Online : 2
Przejdź do paska narzędzi