Nasze starsze dziecię dostało w tym roku od Mikołaja zestaw „Mały Chemik”. Prezent fabrycznie zafoliowany, oceniając po zdjęciu na pudełku wydawał się być całkiem fajny. Mały zestaw, dla młodszego chemika, powiedzmy, że nie spodziewałem się po nim cudów, ale i miałem nadzieję, że wpisze się choć trochę w rodzinne tradycje i będzie godnie kontynuował historię swojego własnego ojca, który na Młodym Chemiku, tym jedynie prawdziwym, produkcji radzieckiej sie wychował. Tak po prawdzie, tamten zestaw był prezentem otrzymanym przez mojego brata (dostał go pod choinkę w wieku już ciut starszym, niż obecne 9 lat Wyjątka), jednak to ja przy pomocy tegoż zestawu wypaliłem dziurę w rodzinnym stole, a potem drugą, w parkiecie, to ja eksplodowałem sobie probówkę (szklaną) trzymaną w dłoni, to ja mieszając z dzikiej, nieposkromionej ciekawości „to białe z tym czarnym, trochę niebieskiego i może jeszcze żółte, bo ładne” wywołałem reakcję o całkowicie niejasnym dla mnie charakterze, ale wymagającą ekspresowego (bardzo) wystawienia zlewki na balkon. Nie wspominając nawet o tym, że gdy wraz z całą klasą podstawówkową jechaliśmy do pobliskiego PGRu zbierać w czynie społecznym stonkę zrzucaną przez amerykańską agenturę na polskie ziemniaki, na wyprawę tą pojechałem wyposażony w cały słoik środka, który miał tą stonkę czynić martwą 🙂 Tyle wspomnień, dla porządku jeszcze zdjęcie tego, co mieliśmy z bratem:
Cała masa odczynników, łącznie z kwasem solnym (kilkuprocentowym, ale jednak), zasadą sodową, czy drobiazgiem typu żelazocyjanek potasowy. Do tego szklane probówki, szklana kolba, ceramiczny tygielek, prawdziwy palnik (na suchy spirytus), a wśród doświadczeń była nawet destylacja alkoholi 🙂
Dla porównania: zestaw obecny, zgodny łunijnymi normami, bezpieczny, atestowany i ze wszech miar przygotowany tak, by dziecię nawet bardzo się starając nie zrobiło sobie krzywdy:
Trzy plastikowe probówki, plastikowe zabawkowe naczynka, coś, co według opisu jest pęsetą, ale nie spełnia tej funkcji w najmniejszym stopniu, plastikowa pipetka (beznadziejna) i trzy odczynniki zapakowane w foliowe torebki. Foliowe, rozumiecie??? Żeby było weselej, torebki są opisane po włosku. Polski dystrybutor dodał tylko w instrukcji wyjaśnienie, co zawiera która torebka, o umieszczenie na nich choćby naklejek nie zadbał już, bo po co? Przed świętami przecież i tak się sprzeda…
Ach, zapomniałbym, w komplecie były jeszcze okulary. Stanowiące wg opisu niezbędną w trakcie przeprowadzania doświadczeń ochronę oczu. Okulary zostały połamane przy ich wyjmowaniu z pudełka (były przyklejone taśmą, Wyjątek mocniej pociągnął i okulary się rozmieniły na drobne), jakościowo zaś nie umywały się nawet do takich zabawkowych z zestawu „Mały doktor” kupionego w kiosku za kilka złotych.
Świat schodzi na psy, powiadam!
Commented: 9 stycznia 2016 at 15:03
Na allegro dużo takich – na oko bardziej „nadziejne”
http://allegro.pl/laboratorium-chemiczne-maly-chemik-160-nowa-seria-i5050795536.html
Commented: 9 stycznia 2016 at 15:31
Faktycznie, wygląda ciekawie. Ośmiolatkowi co prawda jeszcze takiego zestawu nie kupię, ale fajnie, że są! Dzięki za przywrócenie wiary w to, że nadal można 🙂
Commented: 10 września 2023 at 13:42
to prawda , można było , mógłbym to samo pisać o swoim dorastaniu ,a dzisiaj ,pudernice i ofiary biurokratycznego systemu ideologicznego z za biurek zrobili z dzieci „unijne warzywa” nowej cywilizacyjnej psycho głupoty, Człowiek „zszedł do poziomu chowu klatkowego”