Category: DIY

Szpieg z Krainy Deszczowców!

Słuchajcie, siedzę ja sobie późnym wieczorkiem, przeglądam internety (szukając kogoś, kto nie ma racji rzecz jasna 😉 ), jedno dziecię śpi, drugie jest właśnie przez małżonkę układane, na dole domu jestem więc sam, oczywiście jeśli nie liczyć legiona pająków, muszek owocówek (na które sezon niestety w pełni) i tych ciem, które za dnia wleciały. Siedzę, grzebię w internetach i nagle kątem oka widzę, że coś mi się na skraju pola widzenia RUSZA!!!! Tu na dole, na którym nikogo prócz mnie być nie ma prawa!

Kto inny by może z piskiem na krzesło wskoczył, na zawał zszedł, albo choć „łojezu” zakrzyknął, ale nie jaaa, o nieee, oglądało się w końcu tego Terminatora, przeszło się wszystkie części Half Life, Medal of Honor i Call of Duty na dokładkę. Tak więc zadziałały odruchy, w ułamku sekundy nacisnąłem Ctrl i A, przetaczając sie na bok szybko stuk w trójkę, żeby zmienić broń na shotguna i padając już na ziemię, wygarnąłem z obu luf w stronę wroga.
Niestety, zdążył się schować, skubany. Umknął za drzwi i tam wcisnął się w kąt, w nadziei, że dzięki barwom maskującym uda mu się ukryć. NIedoczekanie! Ująłem gada (płaza znaczy) żywcem!

Czytaj dalej

email

Wiecha!

Dziś skończyłem dach. Oczywiście, zgodnie z wszlekimi regułami sztuki budowlanej, na szczycie dachu została zatknięta wiecha. W roli wiechy wystąpiło pierwsze zielsko, które się pod rękę nawinęło, lebioda, czy inne diabelstwo, wybaczcie, nie miałem głowy do wicia wianków, symbol się liczył!

Czytaj dalej

Urlop z młotkiem w garści – to jest to, co tygryski lubia najbardziej! I choć co prawda akurat do tygrysa to mi jest tak nie bardzo, to nie ukrywam, że taka forma spędzania urlopu odpowiada mi chyba najbardziej 🙂

Weekend spędziliśmy u rodziny, dlatego domek stał sobie odłogiem, ale dziś udało mi się nadgonić. Skończyłbym ten dach, gdyby nie zabrakło materiałów, trzeba kupić. Na chwilę obecną zaś, chałupka prezentuje się tak:

Czytaj dalej

Testosteron

Wróciłem wczoraj z pracy i po krótkim odpoczynku postanowiłem zabrać się za robotę, za nabijanie deski elewacyjnej na chałupkę.
W tym samym czasie gromadka okolicznej nastoletniej młodzieży postanowiła również wziąć się za robotę i w lesie, może z 50m od naszej posesji również zrobić coś bliżej nieokreślonego. Owo coś zasadniczo było trwającym potem do późnych godzin nocnych ogniskiem, niemniej jeszcze w czasie przygotowań coś tam było rżnięte (piłą w sensie!) i zbijane młotkiem. Nie mam zielonego pojęcia co, może ołtarz do czarnej mszy, a może siedziska dla dam, w każdym razie po odgłosach sądząc starali się chłopaki.

Tyle wprowadzenia, a teraz relacja, jak to wyglądało w praktyce: przygotowałem narzędzia, materiał, nasunąłem pierwszą klepkę, młotek w dłoń, cztery gwoździki w zęby (najlepsze miejsce na podręczne gwoździe/wkręty pod słońcem) i przybijamy: stuk-stuk-stuk-stuk, stuk-stuk-stuk-stuk i tak x4. Przybiłem, patrzę, czy równo, a tu nagle słyszę zza pleców: stuk-stuk-stuk-stuk,, stuk-stuk-stuk-stuk…
– Echo, kurna, czy co? – Pomyślałem sobie, ale nic to, biorę następną deskę i znów serią stuk-stuk-stuk-stuk, stuk-stuk-stuk-stuk….
Odpowiedź zza pleców nadeszła jeszcze szybciej i o ton głośniej: STUK STUK STUK!
– Ażeż ty kułułko* taka i owaka, przedrzeźniał mnie tu będzie??? Niedoczekanie! – Poprawiłem chwyt na młotku, załadowałem magazynek (tzn. usta) do pełna i puściłem z grubej rury: stuk-STUK!!! stuk-STUK!!! stuk-STUK!!!
ŁUP ŁUP ŁUP – rozległo się niemal równolegle, a dla dobicia mnie (hehe, niedoczekanie!) jeszcze równolegle rozległ się odgłos rżnięcia piłą. Piłką raczej, płatnicą jakąś po odgłosach sądząc, w dodatku o taką króciutką.
Oż ty w życiu, gówniarzu jeden, będziesz mi się tutaj piłką z zestawu „Zrób To Sam” popisywał???? – zamamrotałem pod nosem i z czerwonymi plamkami latającymi przed oczami odłożyłem młotek na bok. Klnąc w żywy kamień w temacie popisującego się przed panienkami gówniarstwa, wyciągnąłem swój Lisi Ogon, założyłem nań największy brzeszczot (rozmiar MA znaczenie!), obroty na max, power na max, nogi szeroko, dłonie na uchwytach, zęby wyszczerzone i warcząc na całą okolicę zerrrrżżżżżnąłem cały bok końcówek z wcześniej nabitych klepek, a cała chałupka pięknie przy tym działała jako bardzo duże pudło rezonansowe.
Piła w lesie ucichła. I nie odezwała się więcej. I ognisko potem takie jakieś cichutkie było… normalnie, gitary tylko tam brakowało.
Tak tak, droga młodzieży, warsztat trzeba mieć, warsztat, a nie tylko dobre chęci! :mrgreen:

(* – tak, wiem, że w lesie stuka dzięcioł, nie kukułka. Ale zbluzgałem gościa kukułką właśnie, no co ja poradzę).

A bardziej poważnie – przestukując i przepiłowywując się z ogniskowym towarzystwem udało mi się wczoraj odeskowac do końca wszystkie ściany. Fotorelacja poniżej, tu zaś dopiszę jeszcze, że zostały do zadeskowania szczyty (te trójkąty pod dachem), sam dach, no i krańce konstrukcji dachu trzeba zrobić. A potem wykończenia.

Czytaj dalej

Chatka na kuniej łapce

Już prawie prawie i będzie. Przez weekend trochę musiałem dzielić czas między majsterkowanie a gości, którzy wyjątkowo licznie dopisali (i chwała im za to, oczywiście, domek nie zając), więc domek wciąż nieskończony, ale tak na dobrą sprawę brakuje mu jeszcze tylko jednej ściany i poszycia dachu. Zdjęcia stanu obecnego nie mam, bo mi się wczoraj zapomniało zrobić, dorzucę (jak nie zapomnę) dziś wieczorem.

Póki co zaś relacja z kolejnych faz budowy:
sobota, skoro świt (no… może skoro hejnał) stał sobie już zarys konstrukcji:

Czytaj dalej

Page 6 of 6« First...«23456

Archiwum

  • 2017 (19)
  • 2016 (66)
  • 2015 (39)

Wyszukiwanie

Licznik odwiedzin

0111634
Visit Today : 5
Hits Today : 9
Total Hits : 409734
Who's Online : 1
Przejdź do paska narzędzi